– Dokąd jedziemy? – zapytał Dominic swobodnym tonem, ale jego uścisk na kierownicy był daleki od swobody.
Margot ledwo na niego spojrzała. – Do baru w miasteczku.
Między nimi zapadła cisza, gęsta od niewypowiedzianego napięcia. Dominic jechał za samochodem Ivy, podczas gdy miasto przemykało obok – stare wystawy sklepowe, ulice dobrze jej znane, na które nie zwracała jednak żadnej uwagi.
Jej palce
















