Margot wpatrywała się w rzędy samochodów zaparkowanych na podjeździe rodowej posiadłości Dominiców. Poważnie, musiało tam być co najmniej piętnaście pojazdów.
– Spóźniliśmy się? – zapytała, sprawdzając godzinę w telefonie.
Dominic zachichotał, parkując auto. – Nie, moja matka najpewniej kazała wszystkim być tutaj przed nami.
– Dlaczego miałaby to robić?
– Ponieważ to Victoria Thorne i ona uwielbia
















