Twarz Ivy w ułamku sekundy zmieniła się z zagubionej w czystą wściekłość. Zacisnęła dłonie w pięści i zrobiła krok w stronę baru, gdzie stał Lorenzo, całkowicie nieświadomy burzy zbierającej się po drugiej stronie sali.
– Ten drań – syknęła Ivy pod nosem, jej głos był śmiertelnie cichy. – Zaraz mu…
– Nie! – Margot złapała Ivy za ramię, odciągając ją, zanim zdążyła zrobić kolejny krok. – Nie tutaj.
















