Serce waliło jej w piersi. Jeden pocałunek wystarczył, by uświadomiła sobie, że w jej związku od dawna coś było nie tak. To Nathaniel był problemem przez cały ten czas. Nawet nie kochała Dominica. Uważała go za zbyt aroganckiego. Ale to, co czuła dzięki samemu pocałunkowi, było intensywniejsze niż wszystko, czego doświadczyła podczas namiętnych pieszczot z Nathanielem. Margot odsunęła się, by spojrzeć mu w oczy.
Jej szef uniósł brew. Jego wyraz twarzy... Margot próbowała znaleźć odpowiednie słowo. — Margot, wszystko w porządku? — Jego głos był spokojny, ale w oczach czaił się błysk czegoś innego… czegoś, co sprawiło, że żołądek wywinął jej koziołka. Czy to było rozbawienie? Głód? Nie była pewna, ale nie dbało o to. Nie w tej chwili. Jej umysł wirował od emocji. Czuła narastający żar między nogami i to, jak bardzo zwilgotniała od jednego pocałunku.
Margot nie wiedziała, czy powinna się wstydzić. Była z Nathanielem i tylko z Nathanielem. A teraz zaczynała igrać z ogniem ze swoim szefem.
Pochyliła się bliżej. Wciąż trzymała go za krawat, a jej uścisk jeszcze bardziej się zacieśnił. — Ja… ja… muszę wiedzieć — szepnęła, a jej głos lekko drżał. — Czy… czy to jest normalne.
Jego usta wygięły się w półuśmiechu; przechylił głowę, studiując ją tymi przenikliwymi szarymi oczami. — Co jest normalne? — zapytał cicho, niemal drocząc się z nią. Wyciągnął rękę i przesunął palcami po jej twarzy. Jego wzrok śledził ten ruch.
Margot przygryzła wargę, a myśli galopowały w jej głowie. Jak mogła to wyjaśnić? Nie mogła przecież wypalić, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie czuła… fakt, że widziała narzeczonego pieprzącego kogoś innego… sam jej to powiedział. W tej chwili nie czuła nawet zazdrości ani przesadnej rozpaczy. Była wściekła, szalona i zszokowana, że nie zauważyła tego romansu wcześniej.
Nie, nie mogła tego powiedzieć, ale nie chciała wyjść na… Na co? Na kogoś, kto brzmi jak kompletna wariatka albo płytka osoba. Musiała sprawdzić, czy z nią wszystko jest w porządku. Musiała poczuć się pożądana.
— Ja… nie wiem, jak to opisać — wyznała głosem ledwo słyszalnym. — Ale potrzebuję, żebyś mi pokazał.
Spojrzenie jego oczu było tak gorące, że czuła, jakby jej skóra płonęła; sięgnął do niej i delikatnie rozplotła jej palce zaciśnięte na krawacie. Ale zamiast się odsunąć, splótł swoje palce z jej, trzymając je mocno.
— Co mam ci pokazać, Margot? — zapytał niskim, gładkim głosem, który brzmiał jak jedwab. Od tego dźwięku na jej ramionach pojawiła się gęsia skórka.
Przełknęła ślinę, a oddech uwiązł jej w gardle. Każdy nerw w jej ciele płonął, tętno przyspieszyło, gdy patrzyła mu w oczy. — Wszystko — powiedziała w końcu, a jej głos stał się stanowczy, mimo że ręce jej drżały. — Muszę wiedzieć, czy jestem normalna. Czy… czy czuję to, co powinnam.
Przyglądał jej się przez dłuższą chwilę, kciukiem gładząc lekko wierzch jej dłoni.
— Margot, nie jestem pewien, czy to dobry pomysł. Piłaś. Jutro możesz tego żałować, a biorąc pod uwagę ilość, którą spożyłaś… mogłoby to wyglądać tak, jakbym cię wykorzystał.
Margot chciała wiedzieć, a Dominic był doświadczonym kochankiem. Wstała z kanapy i podeszła do jego biurka, z sercem walącym w piersi, co wtórowało pulsowaniu w jej podbrzuszu. Chwyciła jego złote pióro i notatnik leżący na blacie. Szybko nabazgrała oświadczenie i podpisała je, po czym wróciła do niego, stając między jego nogami. Spojrzała na niego z góry, podając mu notatnik.
W milczeniu odebrał od niej kartkę, nie odrywając wzroku od jej twarzy. Odwrócił notatnik. Patrzył na nią uważnie, zanim spuścił wzrok. Przeczytał na głos to, co nabazgrała: — „Ja, Margot Whitaker, będąc w pełni władz umysłowych, wyrażam zgodę, aby Dominic Thorne pieprzył mnie, Margot Whitaker, w każdy sposób, jaki uzna za stosowny. Podpisano: Margot Whitaker”. Przynajmniej wiesz, jaki mamy dziś dzień.
Dominic rzucił notatnik obok siebie na kanapę, po czym znów uniósł wzrok na jej twarz. — W każdy sposób, jaki wybiorę, Margot. Możesz tu grać w bardzo niebezpieczną grę. — Dominic rozsiadł się wygodniej, opierając dłonie na kolanach. Zauważyła, jak jego palce zacisnęły się, aż pobielały kostki, jakby powstrzymywał się przed sięgnięciem po nią. Widok go w takim stanie i pogłębiony ton jego głosu tylko potęgowały jej pragnienie. Dreszcze przebiegły jej po plecach. Margot mocno zacisnęła uda. Miała ochotę jęknąć.
— Jesteś tego pewna, Margot? — zapytał cicho, ale poważnie. — Jak już zaczniemy, nie będzie odwrotu.
Zawahała się przez ułamek sekundy, a w jej głowie zakłębiły się wątpliwości. Co ona wyrabia? To było szaleństwo. Miała zamiar rzucić się na swojego szefa, człowieka, który zawsze był profesjonalny, zawsze zachowywał dystans. A jednak… było coś, co sprawiał, że czuła… nawet w tym całym obłędzie.
— Jestem pewna — powiedziała w końcu głosem, który nie zadrżał, mimo drżenia w klatce piersiowej.
Skinął głową, a wyraz jego twarzy pociemniał, po czym uniósł dłoń, by jej dotknąć. — Uklęknij przede mną. — Nie dając jej czasu na pytania, skierował ją na podłogę.
Pochylił się, kładąc dłonie z tyłu jej głowy, i wyciągnął szpilki oraz gumkę z jej włosów. Przeczesał palcami długie blond pasma, które sięgały jej pośladków. — Chryste, wiedziałem, że masz długie włosy, ale to jest spełnienie mokrego snu. — Margot nigdy nie nosiła rozpuszczonych włosów w pracy. Bawił się nimi jeszcze przez chwilę, rozkładając je na jej ramionach. — Zdejmij marynarkę.
Margot przygryzła wargę. Pod marynarką miała tylko koszulkę na ramiączkach z wszytym topem, więc nie miała na sobie stanika.
— Margot, w jakikolwiek sposób wybiorę, pamiętasz? Zrób to. — W jego głosie pojawił się pomruk, który sprawił, że całe jej wnętrze zadrżało.
Margot rozpięła dwa guziki lekkiej marynarki, zsunęła ją z ramion i rąk, po czym pozwoliła jej opaść za siebie, zupełnie o nią nie dbając.
Gwałtownie wciągnął powietrze, gdy zobaczył, że jej sutki są twarde i wyraźnie odznaczają się pod cienkim materiałem koszulki. Uniósł dłoń i potarł palcem jeden ze stwardniałych punktów. — Śliczne. Czy zwykle przychodzisz do biura bez stanika?
Margot potrząsnęła głową, mówiąc drżącym, bezdechnym głosem: — Nie, tylko kiedy latamy samolotem. — Ponieważ chciała czuć się wygodnie. Zawsze dbała o to, by brak stanika nie rzucał się w oczy. Margot jęknęła, gdy Dominic zaczął bawić się jej sutkiem, ściskając go lekko. To sprawiło, że zamknęła oczy.
— Powiedz mi, co czujesz — polecił niskim, władczym głosem. — Bądź szczera.
Margot otworzyła oczy, napotykając jego spojrzenie. Nathaniel nigdy z nią nie rozmawiał w łóżku i nawet o tym nie pomyślała. Ale Nathaniel mówił sprośności do Sereny Whitaker. Może to dodawało dreszczu emocji, którego jej brakowało.
— Jest… jest gorąco — wyznała szeptem. — I czuję mrowienie. Jakby całe moje ciało ożyło… prawie płonę, a skóra wydaje się zbyt ciasna.
uśmiechnął się blado, muskając kciukiem wypukłość jej piersi. — Dobrze — powiedział po prostu. — To dobrze, Margot. A teraz powiedz mi, że zrobisz wszystko, co ci każę.
Zamrugała, a jej umysł na moment stał się pusty. Czy tego chciała? Wiedziała tylko, że potrzebuje od niego czegoś więcej niż tylko dotyku piersi.
— Ja… ja… Tak — wydusiła drżącym głosem. Nie była w stu procentach pewna, na co się pisze.
Skinął głową. Bez słowa pochylił się i złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Na początku był miękki, ledwie muśnięcie skóry o skórę, ale szybko stał się głębszy; jego język wślizgnął się między jej wargi, by badać jej wnętrze.
Ręce Margot powędrowały do jego ramion, zaciskając się na nich mocno, gdy poddała się pocałunkowi. Jego smak był odurzający, bardzo ciepły i męski – to sprawiało, że robiło jej się jeszcze cieplej. Gdyby nie klęczała na podłodze, pewnie by na nią upadła. Jęknęła cicho, a jej ciało lgnęło do jego, gdy pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny i wymagający.
— Piękna — wymruczał przy jej ustach, obiema dłońmi obejmując jej piersi i ugniatając je delikatnie przez materiał koszulki.
Margot głośno wciągnęła powietrze, odchylając głowę do tyłu, gdy fala rozkoszy przeszyła jej ciało. Jego dotyk był wyborny; każde przesunięcie kciuków po jej sutkach posyłało kaskady gorąca przez jej ciało.
— Więcej — błagała chrapliwie z pożądania. — Proszę.
Odsunął się. Margot poruszyła głową, by napotkać jego wzrok.
Dominic oparł się wygodniej o kanapę, zsunął o kilka centymetrów i szerzej rozstawił nogi, osaczając ją jeszcze bardziej. Obserwował ją przez chwilę, zanim powiedział: — A teraz bądź grzeczną dziewczynką i rozepnij mi spodnie.
















