Cichy szelest tkaniny był jedynym dźwiękiem w łazience, gdy Dominic rozpinał koszulę, a każdy jego powolny ruch przyciągał wzrok Margot niczym magnes.
Para unosiła się w powietrzu, osiadając na jej skórze, już i tak rozgrzanej i wilgotnej od kąpieli. Ale było to niczym w porównaniu z żarem narastającym pod jej żebrami.
Oczy Dominica pozostawały utkwione w jej oczach. Bez pośpiechu. Bez zachłannośc
















