Pierwszą myślą Margot było to, że wszystko boli jak jasna cholera.
Drugą — że ktoś wykrzykuje jej imię z nutą desperackiej paniki, jakiej nigdy wcześniej nie słyszała.
— Margot! Chryste, Margot, otwórz te pieprzone oczy!
Dominic. To na pewno był Dominic, a brzmiał... jakby się bał? Nigdy nie słyszała strachu w jego głosie. Irytację — owszem. Chłodną furię — jak najbardziej. Ale strach?
Spróbowała
















