Margot zamrugała, a na jej twarzy malowało się wyraźne zaskoczenie. Będąc z Nathanielem, to nie ona go rozbierała; w ich pożyciu to on zawsze przejmował inicjatywę. Ich zbliżenia były zazwyczaj zaplanowane, odbywały się raz lub dwa razy w tygodniu, kiedy oboje leżeli już w łóżku. Co więcej, nigdy wcześniej nie była na górze.
"Margot, zrób teraz, co mówię." W głosie Dominica pojawiła się nuta, której nigdy wcześniej nie słyszała. Musiała przygryźć wargę, żeby powstrzymać jęknięcie.
Margot wzięła głęboki oddech, po czym wyprostowała się na kolanach i sięgnęła do klamry jego paska. Jej dłonie drżały, gdy ostrożnie przeciągała pasek przez klamrę. Dominic położył swoje dłonie na jej. Margot uniosła wzrok na jego twarz, jej usta były lekko rozchylone, a oddech stał się ciężki.
"Margot, to twoja ostatnia szansa, żeby zmienić zdanie. Bo kiedy odepniesz ten pasek, nie będzie już odwrotu." Dominic zabrał dłonie, przesuwając oba ramiona wzdłuż oparcia kanapy. "Więc dobrze się zastanów, zanim zrobisz kolejny krok."
Margot oblizała wargi. Dominic śledził ten ruch, jego szczeka zacisnęła się, żyła na czole pulsowała, a ona dostrzegła, jak jego palce wbijają się w oparcie mebla. Zaskakujące było to, że pragnął jej tak bardzo, iż musiał powstrzymywać się, by nie wciągnąć jej w ramiona. Kontrola, jaką nad sobą sprawował – nie tylko teraz, ale i na co dzień – czasami doprowadzała ją do szału.
Spojrzała z powrotem na swoje dłonie spoczywające na jego klamrze. Chciała tego doświadczyć. Więc bez słowa Margot zabrała się za jego pasek. Kiedy był rozpięty, poradziła sobie z guzikiem, a potem przeszła prosto do suwaka. Dźwięk rozchodzących się ząbków wydawał jej się niesamowicie głośny.
"Margot, zamknij drzwi. To trochę potrwa, a nie chcę, żeby ktoś wszedł i zobaczył cię nagą," rozkazał Dominic, gdy skończyła.
Margot westchnęła. Nawet nie pomyślała o tym, gdzie się znajdują i o fakcie, że w każdej chwili ktoś może wejść. Szybko podniosła się na drżących nogach, przeszła przez pokój i zamknęła drzwi gabinetu na klucz.
Odwracając się, oparła się o drzwi, żeby na niego spojrzeć. Był w tej samej pozycji, w której go zostawiła. Jego oczy były w nią wpatrzone. Jej wzrok opadł na jego rozpięte spodnie. Pulsowanie między jej udami stawało się niemal nie do zniesienia. Zacisnęła nogi, próbując powstrzymać to niezaspokojone pragnienie.
Jego oczy zwęziły się, gdy ją obserwował. "Zostań, gdzie jesteś i rozchyl nogi."
"Co?" Nie była pewna, dlaczego kazał jej zostać w miejscu. Zmienił zdanie?
"Nie zadawaj pytań, po prostu to zrób," powiedział jej Dominic.
Margot zrobiła, jak jej kazano, rozchylając uda, tak że jej stopy znalazły się na szerokość ramion.
"Dotknij się. Podnieś spódnicę do talii, zsuń majtki i pieść się. Chcę na to patrzeć," poinstruował ją Dominic.
Czy próbował sprawdzić, jak daleko może się posunąć? Sama ta myśl. Nigdy wcześniej nie dotykała się w ten sposób, a co dopiero na oczach kogoś innego. To nie była kwestia machinalnego podniesienia spódnicy i pieszczenia się. To było uwodzenie. Wymagało to pewnej finezji, co do której nie była pewna, czy w ogóle ją posiada. Jednego była pewna: teraz się nie wycofa.
Pochylając się do przodu, Margot położyła dłonie na obu nogach, tuż poniżej spódnicy. Ani na chwilę nie spuszczając wzroku z Dominica. Wiedziała, że gdyby nie szkocka, którą wypiła, nie byłaby w stanie tego zrobić.
Prostując się, przesunęła dłońmi po udach, podnosząc wraz z nimi spódnicę. Aż jej dłonie wsunęły się na majtki. Zaczepiając kciuki o brzeg koronkowej bielizny, zsunęła je przez biodra. Rozchylone nogi powstrzymały majtki przed opadnięciem niżej niż do połowy ud. Uznając, że to nie powinien być problem, złączyła nogi, by bielizna opadła na podłogę. Po czym wysunęła jedną stopę do przodu, żeby ponownie rozchylić uda.
Dominic obserwował ją, nic nie mówiąc. Nie była pewna, czy sprawia mu to przyjemność. Ale Margot wiedziała, że gdyby nie był zadowolony, na pewno by o tym powiedział. Wzięła głęboki oddech, by przygotować się na to, co miało nastąpić.
"Margot, czekam. Wiesz, że nie lubię czekać," powiedział Dominic. Jego głos był jak ciepły koc otulający jej skórę, rozgrzewający ją do czerwoności.
Margot wstrzymała oddech, delikatnie manewrując prawą dłonią, łagodnie wsuwając palce między nogi i ostrożnie rozchylając wargi sromowe.
"Dobra dziewczynka. A teraz wyobraź sobie, że to ja cię dotykam."
Na te słowa Margot głośno wciągnęła powietrze. Bo sama myśl o tym, że dotyka jej w ten sposób, sprawiła, że jej ciśnienie krwi poszybowało w górę. Czuła, jak bardzo była mokra. Krążąc wokół wejścia, Margot zebrała wilgoć, po czym użyła dwóch palców, by uszczypnąć łechtaczkę i pociągać ją, aż ten mały guzeczek stał się twardy i nabrzmiały. Tak niesamowicie wrażliwy na dotyk.
Margot zamknęła oczy, pozwalając, by jej głowa opadła na drzwi. Kto by pomyślał, że bycie obserwowaną podczas pieszczenia samej siebie może być aż tak podniecające. A jednak było. Nigdy wcześniej nie czuła się tak nakręcona. Margot jęknęła, czując, jak pulsowanie przybiera na sile.
Niedługo potem potrzebowała czegoś więcej. Potrzebowała jego. Skoro nie mogła mieć go teraz, zrobiła kolejną najlepszą rzecz. Wsunęła dwa palce do swojej pochwy, poruszając nimi w przód i w tył. Wyobrażając sobie, że to kutas Dominica. Krzycząc, wolną dłonią zacisnęła palce na klamce.
"Margot, nie pozwól sobie dość." Dominic coś mówił, ale była tak skupiona na fantazji, że ledwo go słyszała.
"Kurwa, Margot, przestań. Natychmiast." Żądanie było tak stanowcze, że słowa dotarły do jej mózgu. Margot przestała. Wykrzykując jeszcze raz, gdy jej ścianki zapulsowały wokół palców.
Po otwarciu oczu potrzebowała chwili, by się zebrać. Kiedy to zrobiła, jej oczy rozszerzyły się na jego widok. Był w tym samym miejscu na kanapie, ale jego kutas spoczywał w jego dłoni, podczas gdy on poruszał nią w górę i w dół. Margot była zszokowana jego rozmiarem. Nie zdawała sobie sprawy, że mogą być aż tak wielkie.
"Chodź tu."
Jak w mgle, wyjęła palce ze swojego wnętrza, po czym wyszła z majtek, zostawiając je przy drzwiach, i podeszła do niego. Jej spódnica opadła z powrotem na miejsce, zakrywając intymne części ciała. Margot stanęła między jego uniesionymi kolanami, blisko, ale bez dotykania, nie spuszczając z niego wzroku.
Biorąc jej prawą dłoń w swoją, przyciągnął ją do swoich ust i zassał dwa palce, których używała do sprawiania sobie przyjemności. Dominic jęknął na jej smak. To wystarczyło, by niemal ugięły się pod nią kolana. Puścił ją dopiero, gdy wylizał je do czysta. Do tego czasu była gotowa spłonąć z pożądania.
"Padnij znów na kolana." Powiedział, a jego spojrzenie było intensywne. Sięgając w górę, ujął jej drugą dłoń. Pomagając jej zająć odpowiednią pozycję. Kiedy była tam, gdzie chciał.
"A teraz, maleńka, będziesz ssać mojego kutasa."
Jej oczy spoczęły na jego ogromnym fiucie, zanim przeniosły się na jego twarz. "Ale?" Zamierzała zapytać, jak to w ogóle się zmieści.
Uśmiechnął się do niej. "Margot, jak tylko zechcę, pamiętasz? Będziesz ssać mojego kutasa. A jeśli będziesz naprawdę dobra. Wtedy wyrucham cię tak cholernie mocno."
















