Na cmentarzu stanęła za dużym dębem, około pięćdziesięciu jardów od miejsca pochówku, obserwując przez lornetkę małą grupę zebraną wokół jej pustej trumny. Słońce późnego popołudnia rzucało długie cienie na zadbany trawnik, a głos księdza niosło echo wiatru.
Agent Hayes mówił cicho do słuchawki ze swojego stanowiska przy bramie cmentarza: – Wszystkie jednostki na pozycjach. Cel jest z grupą rodzin
















