– Pozwolisz mi? – powtarzam, posyłając mu wściekłe spojrzenie. Wzdycha dramatycznie.
– Przecież nie masz zamiaru się kłócić, prawda? W tej chwili nie jest tu bezpiecznie i nie sądzę, żebym zniósł spuszczenie cię z oka. Chodź zamieszkać ze mną. To nie musi być na zawsze. Tylko dopóki to wszystko się nie wyjaśni. – Utrzymuje mój wzrok z błagalnym wyrazem twarzy.
– Jeśli ze mną nie pójdziesz, ja stąd
















