Związani karmazynową tajemnicą

Związani karmazynową tajemnicą

Autor: Vael.Somnia

Zmiennokształtni i Bazgroły
Autor: Vael.Somnia
3 sie 2026
Rzucam się w wir wyczerpujących żądań wieczornego szczytu, balansując ciężkimi tacami w zatłoczonej sali jadalnej. Wymuszam wyuczone uśmiechy, desperacko pragnąc odwrócić swoją uwagę od kuszącej tajemnicy niebieskiej nici. Talerze brzęczą, a powietrze wypełnia nieustanny szum bogatych klientów. Pracuję ciężej niż kiedykolwiek, dając wycisk moim obolałym stopom. Napiwki wcale nie odzwierciedlają mojego wysiłku; bywalcy Meridianu to głównie snoby, którzy rzadko nagradzają pot kelnera. Przez godzinę trzymam głowę spuszczoną i ignoruję przyciąganie magii. Wreszcie, w pobliżu stanowiska kelnerskiego, ulegam pokusie. Dostrajam się do magii i spoglądam na świecącą błękitną linię. Z moich ust wyrywa się gwałtowne westchnienie. Nić nie uchodzi już przez ciężkie szklane drzwi. Zamiast tego lśniący sznurek pulsuje energią, meandrując pomiędzy zatłoczonymi stolikami, zanim łączy się bezpośrednio z kobietą siedzącą przy stoliku trzynastym. Wygląda na osobę w moim wieku, niezaprzeczalnie oszałamiającą. Kruczoczarne włosy spływają po jej plecach w luźnych falach, kończąc się ledwie kilka centymetrów wyżej niż moje własne. Jej nieskazitelnie opalona skóra lśni w ciepłym świetle jadalni. Nawet z drugiego końca restauracji przyciąga spojrzenia. Przełykając nerwy, podchodzę, by przyjąć jej zamówienie. Podnosi głowę, a uderzające, złotożółte oczy krzyżują się z moimi. Dech więźnie mi w piersi. Opuszczam wzrok. Ma na sobie wspaniałą, czarną sukienkę z odkrytymi plecami. Wiązanie na szyi pozostawia jej ramiona nagie, eksponując skomplikowane czarne znaki owijające się wokół jej bicepsa. Ciemny tusz tworzy uderzający wzór, przełamany poszarpanymi nacięciami naśladującymi ślady pazurów. Złotożółte oczy. Wzory przypominające ślady pazurów. Jest Zmiennokształtną. Ogarnia mnie lęk. Zmiennokształtni rzadko przyjaźnią się z ludźmi z zewnątrz. Nawet między sobą pozostają niezwykle wybredni. Kocia Zmiennokształtna nie wypiłaby drinka z psim Zmiennokształtnym, a co dopiero z pozbawioną magii Nieznaną taką jak ja. Ale niebieska nić stanowi most między nami. Sznurek pulsuje, twardniejąc pod wpływem tego krótkiego kontaktu wzrokowego. Wszechświat dokonał wyboru. Nasza przyjaźń jest faktem zapisanym w gwiazdach. Muszę mieć niezachwianą wiarę w tę magię. Otwieram usta, by zapytać o jej zamówienie na napoje, gdy ostre, mało subtelne kaszlnięcie rozbija moje skupienie. Mrugam, szybko przenosząc uwagę na drugą stronę stołu. Byłam tak zafascynowana Zmiennokształtną kobietą — moją przeznaczoną przyjaciółką — że nie zauważyłam jej towarzysza. Mężczyzna siedzący naprzeciwko niej ma klasycznie przystojną twarz, zepsutą aroganckim grymasem, który do mnie kieruje. Jego włosy łączą blond z brązem. Dzieli z nią żółtawe oczy, chociaż jego tęczówki wpadają w spalony pomarańcz. Ubrany jest w elegancki, skrojony na miarę garnitur, który zakrywa jego ramiona, ukrywając wszelkie potencjalne znaki. Mimo to, oczy go zdradzają. On też musi być Zmiennokształtnym. Spięta, pośpiesznie przyjmuję ich zamówienia i uciekam. Przynoszę wybraną butelkę wina, uspokajając dłonie. Wracając, wykorzystuję krótki dystans, by przeskanować ich pod kątem nici, szukając zdradzieckich, świecących linii przeznaczenia. Moje kroki słabną. Marszczę brwi w szoku. Nie ma żadnych nici łączących tę dwójkę. Kobieta nie posiada w tym pomieszczeniu żadnych magicznych więzi, z wyjątkiem jaskrawej niebieskiej nici, która łączy ją bezpośrednio ze mną. Ale mężczyzna ma nić. Gruby, solidny czerwony sznurek wyrasta z jego klatki piersiowej. Ciągnie się wzdłuż przejścia, wślizguje pod przednie drzwi restauracji i znika z pola widzenia w mroku nocy. Czerwona nić. Ostateczny znak bratniej duszy. On już poznał swoją bratnią duszę, a ona wcale nie znajduje się w pobliżu stolika trzynastego. Potrząsam głową, odzyskując opanowanie. Pewnie są tylko przyjaciółmi, tłumaczę sobie. Albo partnerami biznesowymi na kolacji. Nalewam im wina, chwilę później dostarczam dania główne i wycofuję się, by zająć się moimi pozostałymi stolikami. Robię wszystko, co w mojej mocy, by stłumić moją zwykłą niezdarność, zadanie o tyle trudniejsze, że stale jestem rozproszona. Krążę niespokojnie z daleka, obserwując stolik trzynasty kątem oka, śledząc każdy ich ruch przez tętniące życiem morze gości. Czas mija. Robię krok naprzód, by sprzątnąć ich puste talerze i zaoferować menu deserowe. Zanim docieram do stołu, mężczyzna odsuwa krzesło. Podnosi się z miejsca jednym płynnym ruchem i z gracją opada na jedno kolano tuż obok niej. Zamieram w bezruchu. Stos brudnych talerzy grzechocze w moim uścisku. Co tu się do diabła dzieje? Sięga do wnętrza marynarki i wyciąga małe pudełeczko na pierścionek. Otwiera je szybkim ruchem. Kobieta wydaje stłumiony okrzyk. Jej dłonie wędrują w górę, zakrywając usta. Jej złote oczy rozszerzają się w szoku — po czym po jej twarzy spływają prawdziwe łzy. Jestem zbyt daleko, by usłyszeć jego dokładne słowa przez brzęk sztućców, ale ta scena maluje druzgocąco jasny obraz. On się oświadcza. Ona kiwa głową gorączkowo, z radością przyjmując oświadczyny, i pochyla się, by złożyć na jego ustach pocałunek. Mężczyzna wsuwa jej na palec lśniący pierścionek. Fala wiwatów i uprzejmych braw wybucha od okolicznych gości restauracji, gdy gratulują szczęśliwej parze. Stoję przyklejona do podłogi, zdrętwiała do szpiku kości. Ta sytuacja jest fundamentalnie zła. Jak może oświadczyć się jej, skoro jego czerwona nić — jego dosłowna dusza — należy do kogoś innego? Przywiązuje moją przeznaczoną przyjaciółkę do kłamstwa. Kiedy w końcu jego prawdziwa partnerka przetnie jego ścieżkę, przeznaczenie upomni się o swoje, a ta oszałamiająca kobieta zostanie zdruzgotana. Zdając sobie sprawę, że te zaręczyny mogą zakończyć się jedynie głębokim złamanym sercem dla mojej nowo odkrytej przyjaciółki, podejmuję decyzję w ułamku sekundy. Nie mogę stać bezczynnie. Marcus macha na mnie ze stanowiska kelnerskiego, popychając na moją tacę kawałek darmowego sernika w ramach prezentu gratulacyjnego. Kiwam mechanicznie głową, porywając długopis i skrawek papieru zza baru. Dociskam papier do drewnianego blatu i pośpiesznie bazgrzę desperacką notatkę ostrzegawczą. *Nie znasz mnie i przepraszam, że nie mogę tego odpowiednio wyjaśnić w liście. Powinnaś wiedzieć, że mężczyzna, który właśnie ci się oświadczył, nie jest dla ciebie odpowiedni. Choć może to być nieprzyjemne do usłyszenia, uznałam, że powinnam ci to powiedzieć teraz, w próbie oszczędzenia ci więcej bólu w przyszłości. Mam nadzieję, że pewnego dnia zdołam to odpowiednio wyjaśnić, ale na ten moment to wszystko, co mogę zrobić. Naprawdę mi przykro.* Unoszę długopis, wahając się nad dolną krawędzią. Nie wiem, jak ona zareaguje. Wiem, że w końcu będzie moją przyjaciółką, ale teraz jest nieznajomą, a ja nie chcę kusić losu. Pozbawiona odwagi, by podpisać się pełnym imieniem i nazwiskiem, a jednocześnie nie potrafiąca pozostać bezimienna, idę na kompromis. Przeciągam długopisem ostrymi, szybkimi pociągnięciami, podpisując inicjałami. *B.V.* Bria Vale. Składam skrawek papieru w ciasny kwadrat, chowając go w dłoni. Teraz muszę wymyślić, jak wsunąć jej ten list bez wzbudzania podejrzeń Derricka. Skanuję wzrokiem stolik trzynasty. Jej markowa torebka spoczywa przy nodze jej krzesła, nieco pod stołem. Górna klapa jest otwarta. Idealnie. Chwytam czarny, skórzany etui na rachunki i wkraczam z powrotem do jadalni. Podchodzę do ich stolika, przyklejając do twarzy promienny, wyuczony uśmiech. — Gratulacje — mówię, kładąc sernik. Gdy sięgam przez stół, by położyć małe etui, pozwalam mojemu nadgarstkowi opaść. Udaję niezdarny ruch, a skórzana oprawa wyślizguje się z mojego uścisku, z trzaskiem upadając na drewnianą podłogę tuż obok jej krzesła. — Och, moje najmocniejsze przeprosiny — mówię, nurkując ku podłodze. Kucam. Moja lewa dłoń chwyta etui. Wykorzystując chwilowe rozproszenie podczas schylania, moja prawa dłoń wykonuje błyskawiczny ruch. Zręcznie wsuwam złożoną notatkę bezpośrednio do jej otwartej torebki. Podnoszę się jednym, płynnym ruchem, wygładzając fartuch, i kładę rachunek bezpiecznie na stole, dokładnie między nimi. Mężczyzna wyniośle sięga po skórzaną klapkę z aroganckim uśmieszkiem. Kobieta żartobliwie go odtrąca. — Nie bądź śmieszny, Derrick — mówi. Jej głos jest bogaty i melodyjny. Chłonę każde jej słowo. — Mam mnóstwo pieniędzy — kontynuuje, podciągając torebkę na kolana. — To logiczne, że ja płacę. Poza tym, kiedy weźmiemy ślub, to co moje będzie twoje. Więc na tym etapie to już nie ma większego znaczenia. Moje serce wali o żebra. Wstrzymuję oddech, uważnie obserwując, jak wyciąga portfel z torebki. Liczę na to, że nie znajdzie ukrytego liściku, dopóki nie dotrze do domu. Jeśli wyciągnie pognieciony papier teraz, Derrick zażąda wyjaśnień. Zrobi gigantyczną scenę. Omija ostrzeżenie, nieświadoma ukrytej wiadomości leżącej na dnie. Wyjmuje błyszczącą, srebrną kartę kredytową i podaje mi ją wraz z etui, posyłając olśniewający uśmiech. Wypuszczam ciche westchnienie ulgi. — Zaraz to przetworzę. Obracam się i marszowym krokiem podchodzę do terminala. Przeciągając kartę, opuszczam wzrok na wytłoczone litery na srebrnym plastiku. *Siena Cross.* W końcu poznaję jej tożsamość. Siena. Zabieram wydrukowany paragon i wracam do stolika trzynastego. Oddając jej kartę, posyłam jej promienny, szczery uśmiech. Może jeszcze tego nie wie, i może dzisiaj nie jest moją przyjaciółką, ale od momentu, w którym weszła do tej restauracji, stała się moja. W duchu przysięgam sobie, że będę najlepszą przyjaciółką, jaką Siena kiedykolwiek mogłaby mieć. Kilka minut później Derrick i Siena wstają od stołu. On pomaga jej włożyć płaszcz, i ostatecznie wychodzą, ramię w ramię. Zawzięcie przygryzam dolną wargę, czując delikatny posmak miedzi. Instynktowny ból rozkwita w mojej klatce piersiowej. Każdy instynkt wrzeszczy na mnie, bym popędziła między stolikami, wybiegła za nimi za drzwi i przedstawiła się Sienie właściwie. Chcę odciągnąć ją od Derricka i jego kłamliwej czerwonej nici. Opieram się temu przytłaczającemu pragnieniu. Wbijam paznokcie w dłonie, zmuszając stopy do pozostania na podłodze. Zmuszam się do pamiętania o przeznaczonym połączeniu. Wszechświat utkał naszą nić. Przeznaczenie wymaga cierpliwości. Patrzę, jak ciężkie, szklane drzwi zamykają się za nimi, trzymając się niezachwianej pewności, że jesteśmy sobie przeznaczone. Zobaczę ją znowu.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Zmiennokształtni i Bazgroły – Związani karmazynową tajemnicą | Czytaj powieści online na beletrystyka