Biedna żoneczka jelenia

Biedna żoneczka jelenia

Autor: Anya Moreau

Rozdział 4 Weź mnie, proszę
Autor: Anya Moreau
3 mar 2026
Perspektywa Arii Duża dłoń chwyciła mnie za ramię i wyrwała z uścisku kadrowej. Spojrzałam w górę i serce prawie mi stanęło. Nawet ja nie mogłam uwierzyć, że po prostu się tu pojawił. To wydawało się snem. – A-Alfo Graysonie – wydukała kadrowa, jej twarz zastygła w szoku i strachu. – Nie potrzebuję pracowników, którzy myślą, że mogą podejmować decyzje za swojego szefa – powiedział lodowato, obejmując mnie ramieniem w talii. – Jeśli jeszcze raz zobaczę coś takiego, jesteś zwolniona. – T-tak, Alfo. Bardzo przepraszam... Mina kadrowej była bezcenna, ale nie miałam nastroju, by się nią napawać. Jego mroźny sosnowy zapach znów mnie pochłonął, sprawiając, że moje ciało stało się słabe i gorące. Moja wilczyca wydała z siebie cichy pomruk, ponaglając mnie, bym się do niego przytuliła. Ale zanim zdążyłam się w ogóle poruszyć, puścił mnie. Ukłucie rozczarowania uderzyło mnie w pierś. – Chodź – powiedział krótko, kierując się w stronę prywatnej windy. Posłałam kadrowej i oszołomionym ochroniarzom zadowolone spojrzenie, po czym pospieszyłam za nim. Przeciągnął kartę i drzwi windy się zamknęły. Zaczęliśmy wjeżdżać na 58. piętro. Panowała martwa cisza. Moje serce biło tak dziko, że bałam się, iż on to usłyszy. Zerknęłam na niego ukradkiem – patrzył prosto przed siebie, bez emocji, zachowując dystans, jakby chciał być gdziekolwiek indziej, tylko nie tutaj. Niepokój skręcał mi żołądek. – Więc, um... co cię tu dziś sprowadza? – przerwałam ciszę. Westchnął cicho. – Jestem właścicielem tej firmy. – Och, och... Racja. Chciałam uderzyć się w twarz. Niezręczna cisza trwała, dopóki winda nie otworzyła się z dźwiękiem dzwonka. 58. piętro było otwartą przestrzenią bez boksów czy ścianek działowych – tylko masywne okna od podłogi do sufitu i roztaczający się widok na całe miasto. – Wow – szepnęłam pod nosem. Grayson szedł już przodem. Podbiegłam, by go dogonić, gdy prowadził mnie do biura na drugim końcu piętra. Oszałamiająca asystentka zamknęła za nami drzwi i znów byliśmy tylko we dwoje. Moje serce wystrzeliło z powrotem do gardła. Niedbale rozpiął marynarkę. To niesamowite, jak sprawił, że nawet to wyglądało seksownie. – Więc nalegałaś na spotkanie ze mną? – zapytał. Nie poprosił, żebym usiadła. Nawet nie podszedł bliżej. Ten dystans trochę zabolał. – Pracowałam tu do zeszłego tygodnia, kiedy dowiedziałam się, że zostałam zwolniona bez powodu... – Szybko opowiedziałam mu historię mojego zwolnienia. – To jest ewidentnie nielegalne na tak wiele sposobów... czy możesz pomóc mi odzyskać pracę? – Niestety, nie – odpowiedział, ledwo się wahając. Serce spadło mi jak kamień. – Dlaczego nie? – Zlecę działowi rekrutacji sprawdzenie, czy twoje zwolnienie przebiegło zgodnie z protokołem. Ale to nie jest coś, czym prezes zajmuje się bezpośrednio. Coś jeszcze? Dział rekrutacji? To mogło potrwać tygodnie – a ja nie miałam tygodni. – Nie... nie rozumiesz. – Postąpiłam krok naprzód, a mój głos drżał. – Moja babcia jest w szpitalu. Jej rachunki stają się szalone z każdym miesiącem. A ja już tonę w długach... Jeśli nie będę zarabiać, to nawet nie wiem... ja naprawdę, NAPRAWDĘ potrzebuję tej pracy. Wiedziałam, że pochodzimy z dwóch różnych światów, ale wyłożenie najbardziej desperackich części mojego życia przed nim sprawiło, że poczułam się okropnie obnażona. Miałam tylko nadzieję – błagałam – że zrozumie. Ale nie zrozumiał. Jego szare oczy pozostały pozbawione emocji. – Przykro mi, Panno Collins – powiedział cicho. Łzy napłynęły mi do oczu. Nie mogłam nawet oddychać. Wszystko, o czym mogłam myśleć, to rachunki, długi, góra gówna czekająca na mnie w chwili, gdy opuszczę ten budynek. – Jeśli to wszystko, moja asystentka panią odprowadzi – powiedział, sięgając do interkomu. Rzuciłam się do przodu i przycisnęłam dłoń do jego ręki, zanim zdążył kogokolwiek wezwać. Całe jego ciało zesztywniało – ale nie odsunął się. Po prostu patrzył na mnie z góry. Podeszłam bliżej, zadzierając głowę. Jego szare oczy pociemniały jak burza zbierająca się w oddali. Jego sosnowy zapach znów mnie otoczył, gęsty i odurzający. Jako wilkołaki, nasz zapach nasila się tylko podczas walki lub podniecenia seksualnego. Było cholernie oczywiste, który to przypadek. – Wyraźnie coś do mnie czujesz – szepnęłam. Nic nie powiedział. Położyłam dłoń na jego klatce piersiowej i poczułam bicie jego serca. Ono również pędziło. Jego oddech także stał się płytki. – Co pani robi, Panno Collins? – zapytał napiętym głosem. – Próbuje pani uwieść mnie, by dostać pracę? – Możesz zrobić, co tylko chcesz. – Spojrzałam mu w oczy. – Nie powstrzymam cię. Jego jabłko Adama drgnęło. Boże, chciałam je polizać. I... cóż, zrobiłam to. Uniosłam się i przycisnęłam do niego usta. Wydał z siebie warknięcie. W następnej sekundzie byłam przygwożdżona do jego biurka. Stał między moimi rozszerzonymi nogami, jedną ręką przy mojej głowie. Zaskomlałam, zaciskając uda – gorąco między nimi było prawie nie do zniesienia. Tak jak na tylnym siedzeniu jego samochodu. Jego dłoń przesunęła się z biurka na moje gardło. Była tak duża, że prawdopodobnie mógłby skręcić mi kark, gdyby chciał. – Nie powinna pani mnie kusić, Panno Collins. Jego ciało było przyciśnięte do moich ud – zdecydowanie czułam efekt, jaki na niego wywierałam. – Dlaczego? – szepnęłam, oblizując usta. – Bo twoja samokontrola nie jest tak silna, jak myślałeś? – Bo nie pieprzę dziewic. Co do jasnej cholery??? W następnej sekundzie odsunął się. Zgramoliłam się z biurka, z czerwoną twarzą i szeroko otwartymi oczami. – Co ty właśnie powiedziałeś?! – warknęłam. – Dlaczego... Jak, u diabła, w ogóle wiesz...? – Wiem, kim jesteś. I wiem o twoim związku z mężem mojej siostry. I tak po prostu wszystko wskoczyło na swoje miejsce. To był Jace. Ten drań nie tylko mnie rzucił – rozgadał wszystkim o moim dziewictwie, w tym Graysonowi. Upokorzenie zalało mnie jak fala. – Jace jest pieprzonym dupkiem – warknęłam drżącym głosem. Grayson wzruszył ramionami. – Oczywiście. Ale Brielle go lubi. A on jest teraz rodziną. Przykro mi, ale po prostu nie mogę się w to mieszać. Zeszłam z jego biurka, cała czerwona i roztrzęsiona. Nie chciał mnie. I stawał po stronie swojej siostry i Jace'a. Byłam tak cholernie głupia, myśląc, że ten jeden pocałunek w samochodzie faktycznie coś znaczył. Ale to był Grayson Hart, na litość boską. Mógł mieć każdą, którą chciał. – Jestem pewien, że jest pani bardzo kompetentnym pracownikiem, Panno Collins. Ale uwodzenie mnie nie pomoże pani karierze. Życzę wszystkiego najlepszego. W końcu nacisnął przycisk interkomu. Jego asystentka pojawiła się w drzwiach, czekając, aż wyjdę. – Cześć – szepnęłam, nawet nie oglądając się za siebie. Nie chciałam, żeby zauważył moje spadające łzy. Wyszłam z tego biura odrętwiała i zjechałam windą w dół jak duch. Mój umysł był burzą rachunków, długów i lodowatego spojrzenia Graysona. Teraz desperacko potrzebowałam nowej pracy. – Panno Collins! Odwróciłam się i zobaczyłam jego asystentkę wybiegającą ponownie, trzymającą kopertę. – Alfa Grayson prosił, abym to pani przekazała – powiedziała, wręczając mi ją. – Co to jest? – Dlaczego nie dał mi tego wcześniej? – Nie powiedział. Może dowie się pani, jak otworzy. Posłała mi tajemniczy uśmiech i odeszła. Otworzyłam kopertę. Czysty czek wyślizgnął się pierwszy – wstrzymałam oddech z szoku. Potem znalazłam zmiętą notatkę. Jego pismo, pośpieszne i niechlujne. Nie zwróciłem ci pieniędzy za koszulkę. Mam nadzieję, że wszystko ci się ułoży, Ario. Bądź silna. —Grayson

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki