Perspektywa Arii
Duża dłoń chwyciła mnie za ramię i wyrwała z uścisku kadrowej.
Spojrzałam w górę i serce prawie mi stanęło.
Nawet ja nie mogłam uwierzyć, że po prostu się tu pojawił. To wydawało się snem.
– A-Alfo Graysonie – wydukała kadrowa, jej twarz zastygła w szoku i strachu.
– Nie potrzebuję pracowników, którzy myślą, że mogą podejmować decyzje za swojego szefa – powiedział lodowato, obejmując mnie ramieniem w talii. – Jeśli jeszcze raz zobaczę coś takiego, jesteś zwolniona.
– T-tak, Alfo. Bardzo przepraszam...
Mina kadrowej była bezcenna, ale nie miałam nastroju, by się nią napawać. Jego mroźny sosnowy zapach znów mnie pochłonął, sprawiając, że moje ciało stało się słabe i gorące. Moja wilczyca wydała z siebie cichy pomruk, ponaglając mnie, bym się do niego przytuliła. Ale zanim zdążyłam się w ogóle poruszyć, puścił mnie.
Ukłucie rozczarowania uderzyło mnie w pierś.
– Chodź – powiedział krótko, kierując się w stronę prywatnej windy.
Posłałam kadrowej i oszołomionym ochroniarzom zadowolone spojrzenie, po czym pospieszyłam za nim.
Przeciągnął kartę i drzwi windy się zamknęły. Zaczęliśmy wjeżdżać na 58. piętro.
Panowała martwa cisza. Moje serce biło tak dziko, że bałam się, iż on to usłyszy. Zerknęłam na niego ukradkiem – patrzył prosto przed siebie, bez emocji, zachowując dystans, jakby chciał być gdziekolwiek indziej, tylko nie tutaj.
Niepokój skręcał mi żołądek.
– Więc, um... co cię tu dziś sprowadza? – przerwałam ciszę.
Westchnął cicho. – Jestem właścicielem tej firmy.
– Och, och... Racja.
Chciałam uderzyć się w twarz.
Niezręczna cisza trwała, dopóki winda nie otworzyła się z dźwiękiem dzwonka. 58. piętro było otwartą przestrzenią bez boksów czy ścianek działowych – tylko masywne okna od podłogi do sufitu i roztaczający się widok na całe miasto.
– Wow – szepnęłam pod nosem. Grayson szedł już przodem.
Podbiegłam, by go dogonić, gdy prowadził mnie do biura na drugim końcu piętra. Oszałamiająca asystentka zamknęła za nami drzwi i znów byliśmy tylko we dwoje. Moje serce wystrzeliło z powrotem do gardła.
Niedbale rozpiął marynarkę. To niesamowite, jak sprawił, że nawet to wyglądało seksownie.
– Więc nalegałaś na spotkanie ze mną? – zapytał.
Nie poprosił, żebym usiadła. Nawet nie podszedł bliżej. Ten dystans trochę zabolał.
– Pracowałam tu do zeszłego tygodnia, kiedy dowiedziałam się, że zostałam zwolniona bez powodu... – Szybko opowiedziałam mu historię mojego zwolnienia. – To jest ewidentnie nielegalne na tak wiele sposobów... czy możesz pomóc mi odzyskać pracę?
– Niestety, nie – odpowiedział, ledwo się wahając.
Serce spadło mi jak kamień. – Dlaczego nie?
– Zlecę działowi rekrutacji sprawdzenie, czy twoje zwolnienie przebiegło zgodnie z protokołem. Ale to nie jest coś, czym prezes zajmuje się bezpośrednio. Coś jeszcze?
Dział rekrutacji?
To mogło potrwać tygodnie – a ja nie miałam tygodni.
– Nie... nie rozumiesz. – Postąpiłam krok naprzód, a mój głos drżał. – Moja babcia jest w szpitalu. Jej rachunki stają się szalone z każdym miesiącem. A ja już tonę w długach... Jeśli nie będę zarabiać, to nawet nie wiem... ja naprawdę, NAPRAWDĘ potrzebuję tej pracy.
Wiedziałam, że pochodzimy z dwóch różnych światów, ale wyłożenie najbardziej desperackich części mojego życia przed nim sprawiło, że poczułam się okropnie obnażona. Miałam tylko nadzieję – błagałam – że zrozumie.
Ale nie zrozumiał.
Jego szare oczy pozostały pozbawione emocji.
– Przykro mi, Panno Collins – powiedział cicho.
Łzy napłynęły mi do oczu. Nie mogłam nawet oddychać.
Wszystko, o czym mogłam myśleć, to rachunki, długi, góra gówna czekająca na mnie w chwili, gdy opuszczę ten budynek.
– Jeśli to wszystko, moja asystentka panią odprowadzi – powiedział, sięgając do interkomu.
Rzuciłam się do przodu i przycisnęłam dłoń do jego ręki, zanim zdążył kogokolwiek wezwać.
Całe jego ciało zesztywniało – ale nie odsunął się. Po prostu patrzył na mnie z góry. Podeszłam bliżej, zadzierając głowę. Jego szare oczy pociemniały jak burza zbierająca się w oddali.
Jego sosnowy zapach znów mnie otoczył, gęsty i odurzający. Jako wilkołaki, nasz zapach nasila się tylko podczas walki lub podniecenia seksualnego. Było cholernie oczywiste, który to przypadek.
– Wyraźnie coś do mnie czujesz – szepnęłam.
Nic nie powiedział. Położyłam dłoń na jego klatce piersiowej i poczułam bicie jego serca. Ono również pędziło. Jego oddech także stał się płytki.
– Co pani robi, Panno Collins? – zapytał napiętym głosem. – Próbuje pani uwieść mnie, by dostać pracę?
– Możesz zrobić, co tylko chcesz. – Spojrzałam mu w oczy. – Nie powstrzymam cię.
Jego jabłko Adama drgnęło. Boże, chciałam je polizać.
I... cóż, zrobiłam to.
Uniosłam się i przycisnęłam do niego usta. Wydał z siebie warknięcie.
W następnej sekundzie byłam przygwożdżona do jego biurka. Stał między moimi rozszerzonymi nogami, jedną ręką przy mojej głowie. Zaskomlałam, zaciskając uda – gorąco między nimi było prawie nie do zniesienia. Tak jak na tylnym siedzeniu jego samochodu.
Jego dłoń przesunęła się z biurka na moje gardło. Była tak duża, że prawdopodobnie mógłby skręcić mi kark, gdyby chciał.
– Nie powinna pani mnie kusić, Panno Collins.
Jego ciało było przyciśnięte do moich ud – zdecydowanie czułam efekt, jaki na niego wywierałam.
– Dlaczego? – szepnęłam, oblizując usta. – Bo twoja samokontrola nie jest tak silna, jak myślałeś?
– Bo nie pieprzę dziewic.
Co do jasnej cholery???
W następnej sekundzie odsunął się. Zgramoliłam się z biurka, z czerwoną twarzą i szeroko otwartymi oczami.
– Co ty właśnie powiedziałeś?! – warknęłam. – Dlaczego... Jak, u diabła, w ogóle wiesz...?
– Wiem, kim jesteś. I wiem o twoim związku z mężem mojej siostry.
I tak po prostu wszystko wskoczyło na swoje miejsce.
To był Jace.
Ten drań nie tylko mnie rzucił – rozgadał wszystkim o moim dziewictwie, w tym Graysonowi.
Upokorzenie zalało mnie jak fala.
– Jace jest pieprzonym dupkiem – warknęłam drżącym głosem.
Grayson wzruszył ramionami. – Oczywiście. Ale Brielle go lubi. A on jest teraz rodziną. Przykro mi, ale po prostu nie mogę się w to mieszać.
Zeszłam z jego biurka, cała czerwona i roztrzęsiona.
Nie chciał mnie. I stawał po stronie swojej siostry i Jace'a.
Byłam tak cholernie głupia, myśląc, że ten jeden pocałunek w samochodzie faktycznie coś znaczył. Ale to był Grayson Hart, na litość boską. Mógł mieć każdą, którą chciał.
– Jestem pewien, że jest pani bardzo kompetentnym pracownikiem, Panno Collins. Ale uwodzenie mnie nie pomoże pani karierze. Życzę wszystkiego najlepszego.
W końcu nacisnął przycisk interkomu. Jego asystentka pojawiła się w drzwiach, czekając, aż wyjdę.
– Cześć – szepnęłam, nawet nie oglądając się za siebie. Nie chciałam, żeby zauważył moje spadające łzy.
Wyszłam z tego biura odrętwiała i zjechałam windą w dół jak duch. Mój umysł był burzą rachunków, długów i lodowatego spojrzenia Graysona. Teraz desperacko potrzebowałam nowej pracy.
– Panno Collins!
Odwróciłam się i zobaczyłam jego asystentkę wybiegającą ponownie, trzymającą kopertę.
– Alfa Grayson prosił, abym to pani przekazała – powiedziała, wręczając mi ją.
– Co to jest? – Dlaczego nie dał mi tego wcześniej?
– Nie powiedział. Może dowie się pani, jak otworzy.
Posłała mi tajemniczy uśmiech i odeszła.
Otworzyłam kopertę. Czysty czek wyślizgnął się pierwszy – wstrzymałam oddech z szoku.
Potem znalazłam zmiętą notatkę. Jego pismo, pośpieszne i niechlujne.
Nie zwróciłem ci pieniędzy za koszulkę. Mam nadzieję, że wszystko ci się ułoży, Ario. Bądź silna. —Grayson
















