Perspektywa Arii
Oczywiście, że go rozpoznałam. Boże, kto by go nie rozpoznał?
Spotkałam go na gali Apex. Jego twarz była na okładce każdego magazynu finansowego, a kiedykolwiek włączyło się telewizor, on tam był – powiązany z najnowszym skandalem z jakąś aktorką lub modelką.
Ale nie było mowy, żeby wiedział, kim ja jestem.
– J-ja... Dzień dobry, Alfo Graysonie – wydukałam.
Odwrócił wzrok i powiedział do pobliskiego ochroniarza: – Wyprowadź Pannę Collins.
– Tak, Alfo.
Ochroniarze wkroczyli natychmiast, wyciągając ramiona, jakbym była jakimś zanieczyszczeniem, które mogłoby skazić idealnie skrojony garnitur Graysona.
– Chwileczkę. Nie powiesz nic o mojej koszulce? – Była rozerwana nie do naprawienia i pokazywała moje piersi.
Zatrzymał się. Tylko na krótką sekundę. Potem rzucił coś pod moje stopy.
Spojrzałam w dół. Czysty czek.
– Potrzebuję koszulki, która zakryje mój przód. Nie twoich pieniędzy za milczenie – wycedziłam z upokorzeniem.
Ale on nawet nie obejrzał się za siebie i po prostu odszedł.
– Boże – mruknęłam pod nosem.
Uwierzycie w tych bogatych drani?
Myślą, że mogą kupić wszystko za pieniądze.
Ludzie w pobliżu gapili się, chichocząc pod nosem. Próbowałam zakryć klatkę piersiową i złapać swoje rzeczy, by uciec, ale trudno było to wszystko zrobić mając tylko dwie ręce.
– O mój Boże... Aria Collins?
Trzy dziewczyny wyłoniły się z szepczącego tłumu. Rzuciłam na nie jedno spojrzenie i westchnęłam w duchu.
Świetnie. Właśnie wtedy, gdy myślałam, że ten dzień nie może być gorszy.
– Cześć. Layla. Sabrina. Brielle – powiedziałam oschle.
Kiedyś pracowałam z tymi dziewczynami w jednym zespole w Apex. Wszystkie podlegałyśmy Jace'owi.
Te dziewczyny uwielbiały Jace'a. Spędzały więcej czasu na flirtowaniu z nim przy ekspresie do kawy niż na faktycznej pracy. Co sprawiało, że to ja odwalałam większość ich roboty.
Po tym jak zostałam zwolniona, a wieści o moim sekretnym związku z Jace'em wyszły na jaw, uznały mnie za wroga publicznego numer jeden.
– Co ty tu w ogóle robisz, Ario? Próbujesz odzyskać swojego byłego na jego ślubie? To nowy poziom dna, nawet jak na ciebie – zachichotała Layla.
– Nie jestem tu, by kogokolwiek odzyskiwać. – Próbowałam się przez nie przecisnąć.
Ale zablokowały mi drogę.
– Co się stało z twoją koszulką? – Brielle parsknęła śmiechem. – Czy ty poważnie weszłaś tu z biustonoszem na wierzchu? Czy to jakiś niskobudżetowy krzyk mody?
Wybuchnęły śmiechem.
– Mogłabyś być całkowicie naga, a Jace i tak miałby to gdzieś – pisnęła Sabrina. – Ponieważ żeni się z Lady Delilah. TĄ Delilah Hart! Ulubienicą Watahy Redstone. A ty... cóż, ty jesteś tylko biedną dziewczyną z małego miasteczka.
Zatrzymałam się w miejscu i posłałam im zimne spojrzenie. – Doprawdy? Cóż, przynajmniej ta dziewczyna z małego miasteczka faktycznie umawiała się z Jace'em. A wy nie macie nic. Wiecie, ile razy musiałam słuchać, jak narzekał na wasze piskliwe głosy i tandetne perfumy po powrocie do domu? Najwyraźniej wolał być ze mną niż z którąkolwiek z was.
Szczęki im opadły.
– Jace nigdy by tak nie powiedział! – krzyknęła Brielle.
– A moje perfumy nie są tandetne! – wrzasnęła Sabrina.
– Słowo w słowo – przewróciłam oczami. – A teraz się przesuńcie. Albo przejadę tą walizką po waszych ślicznych małych spódniczkach.
Wyglądały jak nastroszone kurczaki, ale rozstąpiły się. Szybko pchnęłam swój brudny bagaż do przodu jak broń i wybiegłam z kościoła.
Bogaci ludzie to dupki.
Grayson, Jace i cała ich cholerna świta.
Z trudem zniosłam walizkę po schodach, a gdy dotarłam na ulicę, zimny wiatr uderzył mnie w twarz.
Zbliżała się noc. A ja nie miałam pojęcia, dokąd pójść.
Mogłabym przespać się w szpitalu u babci, ale zadawałaby zbyt wiele pytań. Na przykład dlaczego ostatnio nie przyprowadzam Jace'a albo dlaczego nie jestem w swoim mieszkaniu. Nie chciałam, żeby wiedziała, jak źle się sprawy mają.
Pomyślałam o parku. Spanie na ławce. Ale w podartej koszulce, która odsłaniała cały mój przód? Koszmarny pomysł.
Więc napisałam do mojej najlepszej przyjaciółki, May, z prośbą o zatrzymanie się u niej na kilka dni. Była moją opoką. Jeśli cały świat obrócił się przeciwko mnie, przynajmniej wciąż miałam ją.
Odpisała od razu, zapraszając mnie do siebie.
Ciągnąc walizkę przez ulicę w stronę przystanku autobusowego, powtarzałam sobie, że wszystko będzie dobrze. Ten potworny dzień się skończy.
Wtedy ich usłyszałam.
– Hej, niezła bluzeczka!
Grupa ulicznych wilków kręciła się w pobliżu przystanku.
Objęłam się mocniej i skuliłam na ławce, mając nadzieję, że się znudzą i odejdą.
– No dalej, mała, opuść ręce. Pokaż nam, czym dysponujesz.
Odejdźcie. Odejdźcie. Odejdźcie.
– Sama podarłaś tę koszulkę? Cholera, dziko. Lubię to u dziewczyn. – Jeden z nich podszedł bliżej, sięgając do mojego ramienia.
– Odpieprz się! – warknęłam, a mój głos drżał.
Ale to ich tylko nakręciło.
– Ooo, zadziorna. Potrząśnij tymi cyckami dla mnie!
Złapali mnie za nadgarstki, szarpnęli moje ramiona w dół. Mój T-shirt rozwarł się całkowicie, odsłaniając koronkowy stanik. Zimne powietrze sprawiło, że dostałam gęsiej skórki. Zaśmiali się jeszcze głośniej.
Szamotałam się i krzyczałam. Moja wilczyca zawarczała z wściekłości.
Przemiana w mieście była nielegalna... ale w tej chwili nie miałam innego wyboru...
Wtem. Oślepiające reflektory. A po nich pisk opon.
Srebrny samochód zatrzymał się z poślizgiem centymetry od nas.
Drzwi otworzyły się gwałtownie. Głęboki głos zagrzmiał:
– Wsiadaj.
Byłam zbyt zszokowana, by zastanawiać się dwa razy i posłuchałam. Samochód ruszył z piskiem opon w sekundę po tym, jak zamknęłam drzwi.
– Moja walizka! – krzyknęłam.
– Ktoś ją zabierze – powiedział mrocznie. – Adres.
Podałam kierowcy adres May, moje ciało wciąż drżało. Wtedy on nacisnął przycisk. Przegroda prywatności wysunęła się między przednimi a tylnymi siedzeniami, zamykając nas z tyłu.
Wtedy odwrócił się w moją stronę i pochylił. Jak bestia gotowa do skoku.
Uderzył mnie jego zapach. Ostry zapach sosny zmieszany z zimnym metalem.
W głowie zaczęło mi się kręcić.
– Chodzenie po ulicy w tej koszulce było błędem – powiedział mrocznie.
– Wygląda tak przez ciebie – wymamrotałam.
Prychnął.
Potem rozległ się szelest materiału. Ciężka marynarka wylądowała na moich ramionach. Była wciąż ciepła od jego ciała i niosła jego zapach.
Wstrzymałam oddech.
Noszenie jego płaszcza sprawiało wrażenie... jakby on sam mnie obejmował.
– Alfo Graysonie... czy ty mnie znasz? – szepnęłam.
Instynkt podpowiadał mi, że nigdy nie zrobiłby tego dla obcej dziewczyny. Ale jeśli wiedział, kim jestem, musiał wiedzieć, że jestem byłą męża jego siostry. To nie wyjaśniało, dlaczego mi pomógł.
– Spotkaliśmy się – powiedział po prostu.
Wpatrywałam się w niego, przeszukując te lodowate, szare oczy. On też się we mnie wpatrywał, tymi zimnymi, głodnymi, zaborczymi oczami. Czułam się, jakbym była przed nim całkowicie naga.
– Ario – ostrzegł, głosem gęstym i zachrypniętym.
Ale nie mogłam nad sobą zapanować.
Pochylałam się do przodu.
Cholera. Dlaczego moje ciało stało się takie dziwne?
Moja skóra płonęła. Moje majtki były mokre. Wszystko, czego pragnęłam, to więcej jego zapachu. Więcej jego ciepła.
W następnej sekundzie jego usta rozbiły się o moje. Mocno. Szorstko.
Westchnęłam i otworzyłam dla niego usta. Jego język wślizgnął się do środka i badał każdy cal moich ust, przyprawiając mnie o dreszcze. Jego dłonie wcisnęły się pod moją podartą koszulkę i chwyciły moją pierś. Nie mogłam powstrzymać jęku, gdy dotknął mojej nagiej skóry.
To... To było szalone.
Był obcym człowiekiem, a co najważniejsze, szwagrem mojego byłego.
A ja całowałam się z nim na tylnym siedzeniu jego samochodu.
Najbardziej szalone było to, że wcale nie chciałam przestać.
Podniósł mnie na kolana, jakbym nic nie ważyła. Objęłam go udami i szarpałam za krawat, gdy gryzł mój obojczyk.
Wtedy, nagle, samochód się zatrzymał.
– Alfo, jesteśmy na miejscu – powiedział kierowca zza szyby.
W tym momencie wszystko zamarło.
Jego usta zatrzymały się na mojej szyi. Wciąż wierciłam się na jego kolanach, zarumieniona i pulsująca. Ale on mnie zepchnął.
– Nie możemy tego robić – powiedział chłodno.
















