Gospodyni Diabła

Gospodyni Diabła

Autor: undefined

Bas Navarro
Autor: undefined
3 sie 2026
POV: KAELIA Co do cholery? Gapiłam się tępo na masywną barierę przede mną. Czy nikt nie odpowie? Wyciągnęłam telefon, którego ekran świecił jasno w półmroku spocznika na drugim piętrze. Pojawiła się wiadomość. *Scarlett Vance: Po prostu wejdź suko. Jest otwarte.* Och. Kurwa. Okej. Uniosłam drżącą dłoń, śliską od nerwowego potu, i zacisnęłam palce mocno na lśniącej, złotej klamce ciężkich, podwójnych, marmurowych drzwi. Przekręciłam metal i pchnęłam. Sam ciężar kamienia wymagał silnego pchnięcia ramieniem. W tej samej sekundzie, w której przekroczyłam próg, masywne drzwi zatrzasnęły się za moimi plecami z automatyczną, przerażającą gracją. Stanowcze, ciężkie kliknięcie odbiło się echem w przestrzeni, blokując je w miejscu. Czarny jak smoła korytarz natychmiast pochłonął każdą pozostałą kroplę światła z dudniącego klubu na zewnątrz. Makabryczny marmur sięgający od podłogi po sufit zamknął mnie w duszącej ciemności. Przytłaczająca cisza naciskała na moje bębenki, wymazując agresywny rockowy bit z dołu. Nie widziałam nawet własnej dłoni przed twarzą. – Halo? – zawołałam, a mój głos zadrżał w pustej przestrzeni. Nie widziałam ani jednej cholernej rzeczy. Nic. – Kae! – znajomy głos Scarlett dobiegł z mojej lewej strony, odbijając się echem w krótkim, ukrytym korytarzu. Instynktownie obróciłam się w kierunku dźwięku. Zrobiłam niepewny, przerażony krok w pustkę. W chwili, gdy obcas mojego ciężkiego buta uderzył o podłogę, włączył się czujnik. Rząd oświetlenia szynowego wzdłuż listew przypodłogowych rozbłysnął życiem, oświetlając ścieżkę w mroku. *No, dzięki kurwa.* Nagły blask ujawnił, że czarna jak smoła przestrzeń przede mną była w rzeczywistości długim, surowym marmurowym lobby prowadzącym do przyległego pokoju na samym końcu. Wzięłam urywany oddech, ściskając pasek mojej torby jak linę ratunkową, i ruszyłam przez zimny korytarz, kierując się wyłącznie dźwiękiem głosu mojej kuzynki. Skręciłam za ostry róg i weszłam do rozległego, przypominającego jaskinię biura. Było urządzone w czerni, odzwierciedlając złowieszczą, przytłaczającą estetykę korytarza. Scarlett wylegiwała się niedbale na wielkiej, skórzanej sofie w kształcie półksiężyca. Jednakże, Scarlett nie była sama. Za masywnym, ciężkim mahoniowym biurkiem siedział najbardziej oszałamiająco przystojny mężczyzna, jakiego kiedykolwiek widziały moje oczy. Powietrze w pokoju wydawało się gęste, naładowane zabójczą, magnetyczną grawitacją. Jego przeszywające, szmaragdowozielone spojrzenie natychmiast utkwiło we mnie. Te tętniące życiem oczy przesunęły się po moim ciele w powolnym, wyrachowanym i drapieżnym badaniu. Jego ostro zarysowana szczęka wyraźnie się zacisnęła, emanując intensywną, niezaprzeczalną dezaprobatą dla moich brudnych ubrań i potarganego wyglądu. Wyglądał jak człowiek, który nigdy na nikogo nie czekał, a już na pewno nie na kogoś, kto wyglądał jak chodząca katastrofa. Jego pełne wargi wygięły się w lekkim grymasie dezaprobaty, a on uniósł podbródek, oceniając mnie. Z prawdziwym szokiem zauważyłam, że był znacznie młodszy, niż spodziewałam się po notorycznym szefie mafii. Spodziewałam się siwych włosów i zmęczonej życiem twarzy. Zamiast tego ten mężczyzna miał mocno umięśnioną, imponującą sylwetkę, która praktycznie walczyła, by rozerwać rękawy jego nienagannie skrojonego, drogiego, ciemnego garnituru od Armaniego. Miękki łuk jego wypielęgnowanych brwi uniósł się w mrocznym rozbawieniu, gdy przeniósł swoje błyskotliwe, zielone spojrzenie na moją wspaniałą kuzynkę. Nieme przesłanie było głośne i wyraźne: *To ona? To na nią czekałem?* Przełknęłam wielką gulę niepokoju tworzącą się w moim gardle i odwzajemniłam jego ponure spojrzenie. Celowo oderwałam wzrok od jego onieśmielającej obecności, by skupić się na Scarlett. – Witaj, kuzynko – powiedziała Scarlett z jasnym uśmiechem na twarzy. – Kopę lat. – Hej – wykrztusiłam. Zauważyłam, jak zielone oczy mężczyzny zwężają się ostro na dźwięk mojego głosu, a jego cichy osąd wypalał dziury z boku mojej głowy. Scarlett wyglądała jak milion dolarów. Jej jasnoturkusowe oczy rzucały się w oczy na tle mocnego srebrnego i grafitowego eyelinera. Mimo że nie widziałam jej od roku, wyglądała dokładnie tak samo. Zjawiskowo i zabójczo. Jej krótkie, drapieżnie obcięte, jasnoczerwone włosy okalały jej zwodniczo lalkowatą twarz, mieniąc się w oświetleniu szynowym z każdym najmniejszym ruchem głowy. Wyglądała jak modelka z wybiegu, a raczej jak księżniczka mafii. Scarlett natychmiast zeskoczyła z czarnej sofy. Szybkim krokiem przemierzyła pokój, zamykając mnie w ciasnym, powitalnym uścisku. Zanim zdążyłam złapać oddech, fizycznie pociągnęła mnie za ramię do przodu, zmuszając mnie do zatrzymania się bezpośrednio przed tym masywnym, mahoniowym biurkiem. Moje serce uderzało w żebra w szaleńczym rytmie. Przytłoczona silnym niepokojem z powodu przebywania w tak bliskim sąsiedztwie z prawdziwą postacią z przestępczego półświatka, kompletnie straciłam panowanie nad nerwami. – B-byłam tu od godziny – poskarżyłam się cicho, jąkając się niekontrolowanie, gdy mój niepokój wjechał zaprzężony w cztery konie. W całym swoim życiu nie byłam nigdy tak blisko niczego związanego z mafią. Chyba że liczylibyście Scarlett, czego ja nie robiłam. – Wiem – cmoknęła Scarlett. Oderwała wzrok od mojego i rzuciła wściekłe spojrzenie prosto na swojego pracodawcę. – Ktoś potrzebował trochę więcej przekonywania. Moja twarz zapłonęła gorącem. Głęboko upokorzona ich jawną obserwacją, z trudem przełknęłam ślinę. Przekonywania? Naprawdę? Nie byłam obiektem akcji charytatywnej, żebrzącym o resztki na ulicy. Posłałam ostre spojrzenie mężczyźnie za biurkiem, ignorując arogancki uśmieszek wykrzywiający jego wargi, podczas gdy on nadal patrzył na mnie spode łba. Odwróciłam się z powrotem do Scarlett, prostując ramiona, aby stanowczo powtórzyć moje wcześniejsze granice. – Och, cóż... mówiłam ci już, że pomysł zostania tancerką klubową jest dla mnie wysoce niekomfortowy. Nie zrobię tego. Ostre, kpiące prychnięcie poniosło się echem ponad mahoniowym drewnem. Mężczyzna za biurkiem wstał z miejsca. Oddech uwiązł mi w piersi. Z łatwością górował nad meblami, mając grubo ponad metr osiemdziesiąt wzrostu. Jego szerokie ramiona zdawały się blokować przyćmione światło za nim. – Załatw tę sprawę, Scarlett – rozkazał z chłodnym, stanowczym autorytetem. – Muszę już iść. Moje uszy niemal zapłonęły. Jego głos był niesamowicie gładki i głęboki, miał w sobie mroczną, aksamitną nutę, która sprawiła, że dreszcz przebiegł po moich plecach. Moje policzki zapłonęły, gdy nonszalancko skrzyżował swoje masywne ramiona na klatce piersiowej. Drogi materiał garnituru Armaniego naprężył się na grubych wybrzuszeniach jego bicepsów, gdy patrzył na mnie z góry z nieukrywaną pogardą. – Jasne – zgodziła się Scarlett, odwracając się z powrotem w moją stronę. Jej elektryzująco niebieskie oczy zalśniły figlarną psotą. – Nie jesteś zatrudniana jako tancerka, Kae. Załatwiłam ci zamiast tego posadę pokojówki z zamieszkaniem. Zalała mnie fala głębokiej, natychmiastowej ulgi, tak silna, że moje kolana niemal się ugięły. – Z zamieszkaniem?! – pisnęłam, nie potrafiąc ukryć nagłej radości. – Dzięki Bogu! To idealne! To cudownie rozwiąże mój tragiczny problem bezdomności! Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć, Scar. Po prostu wiedziałam, że mnie nie zawiedziesz. Zgniatający ciężar spania na ulicy zniknął. W moim ogarniającym mnie dreszczyku emocji związanym z zapewnieniem sobie spokojnego, pozbawionego wrażeń życia i bezpiecznego miejsca do spania, trajkotałam entuzjastycznie, a moje słowa wylewały się w gorączkowym pośpiechu. – Wiesz, jak bardzo boję się takich miejsc – kontynuowałam, wskazując nieokreślonym gestem na ciemny klub wokół nas. – Wiesz, jak bardzo potrzebuję cichego, spokojnego życia. Bezpiecznego miejsca do spania. Jak w ogóle udało ci się to załatwić? Gdzie mam podpisać? Dla kogo będę pracować? Posłałam jej promienny uśmiech, przepełniona wdzięcznością. W mojej oślepiającej radości z zapewnienia sobie dachu nad głową, przegapiłam sygnały ostrzegawcze. Nie zauważyłam głęboko zaniepokojonego grymasu warg Scarlett. Przegapiłam krótki, bolesny błysk poczucia winy, który przemknął przez jej nieskazitelną, lalkowatą twarz. Byłam zbyt podekscytowana. Zbyt zdesperowana. Zbyt zachwycona tym, że nie musiałam rozbierać się do naga dla pieniędzy i że dostałam bezpieczne łóżko. Brutalna rzeczywistość sytuacji nie dotarła do mnie, dopóki moje gorączkowe trajkotanie nie ucichło, a rozległe biuro nie pogrążyło się w martwej, duszącej ciszy. Cisza przeciągała się, gęsta i ciężka jak w grobowcu. Wtedy potężny mężczyzna za biurkiem odchrząknął z rażącą irytacją, rozbijając ciszę w drobny mak. Scarlett wzdrygnęła się lekko. Odwróciła się w jego stronę, a następnie wykonała formalny gest. – Kaelia, pozwól, że przedstawię ci Bastiana Navarro – oznajmiła Scarlett, a jej głos stracił swój figlarny ton. Spojrzała mi prosto w oczy, zrzucając ostateczną bombę. – On jest twoim nowym pracodawcą. Będziesz mieszkać wyłącznie z nim jako jego osobista pokojówka. I masz zaplanowany wyjazd z nim do jego posiadłości... dokładnie w tym momencie. Mój żołądek opadł na podłogę z siłą tony cegieł. Krew gwałtownie odpłynęła mi z twarzy. Moja skóra zrobiła się lodowata. *Bastian Navarro.* Imię odbijało się echem w mojej czaszce jak dzwon pogrzebowy. Uderzył mnie gwałtownie, niepowstrzymany napływ przerażających wspomnień. Błyski ponurych, nocnych wiadomości oślepiły mój umysł. Historie o niezidentyfikowanych zwłokach wyrzuconych do rzeki. Mroczne kryminalne spekulacje transmitowane na każdym kanale. Gwałtowne, krwawe zgony konsekwentnie i po cichu łączone z nazwiskiem Bastian Navarro. Bezwzględny, efektowny cień, który rządził przestępczym półświatkiem tego miasta. Wpatrywałam się w sparaliżowanym przerażeniu w mężczyznę stojącego za biurkiem. Odwzajemnił spojrzenie. W jego szmaragdowych oczach kryła się bezwzględna, zimna kalkulacja. Czysta dominacja emanująca z jego masywnej sylwetki przyszpiliła mnie do miejsca. Obserwował, jak rozkwita moje przerażenie, a jego spojrzenie milcząco wyzywało mnie, bym odmówiła tej umowy. Rzucając mi wyzwanie, bym zrobiła krok w tył. Wrosłam w ziemię w paraliżującym przerażeniu. Gardło mi się zacisnęło. Klatka piersiowa ścisnęła mi się tak bardzo, że nie mogłam wziąć pełnego oddechu. Głęboko, z całego serca żałowałam, że zgodziłam się przyjść do tego klubu. Żałowałam, że przeszłam przez te ciężkie, marmurowe drzwi. Byłam teraz pod bezpośrednią opieką znanego mafijnego zabójcy. W moim zamrożonym mózgu nastąpiło zwarcie. Ze wszystkich krzyków wzbierających w mojej klatce piersiowej, moje zdrętwiałe wargi zdołały wypowiedzieć tylko jedno, bezdeche słowo. – Słucham? –

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki