**KAELIA**
Zanim zdążyłam zapukać do drzwi gabinetu Basa, te otworzyły się gwałtownie, a po drugiej stronie stała Nadia. Opadła mi szczęka. Wyraźnie płakała, a kiedy próbowała mnie minąć, chwyciłam ją za ramiona. – Co się stało? Co jest nie tak?
Jej warga zadrżała, a jej oczy spoglądały w dół. – To nie ma znaczenia – wyszeptała.
– Właśnie, kurwa, ma – warknęłam, wpatrując się z wściekłością w Basa
















