Gospodyni Diabła

Gospodyni Diabła

Autor: undefined

Przymierz
Autor: undefined
3 sie 2026
**KAELIA** Podskoczyłam w fotelu, a fizyczny dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. Moje palce ściskały ciężki złoty długopis jeszcze przez sekundę, po czym odłożyłam go. Podniosłam podpisany, wiążący dokument i pchnęłam go po mahoniowym biurku w stronę Navarro. Skonfundowana prymitywnym rozkazem, który właśnie wydał, mój umysł pędził, próbując przetworzyć ten wulgaryzm. – Słucham? – zapytałam, a mój głos zabrzmiał z napięciem w cichym biurze. – Co właśnie powiedziałeś? Navarro ani drgnął. Jego wyraz twarzy pozostał maską śmiertelnej powagi. Pochylił się lekko do przodu, a jego szerokie ramiona wypełniły moje pole widzenia, i spokojnie powtórzył swój jednoznaczny nakaz. – Powiedziałem: żadnego pieprzenia się z bossami. Wpatrywałam się w niego ze zmarszczonymi brwiami. – Próbujesz mnie obrazić? Pokręcił powoli głową. – Nie. Ale ty nie obrażaj mnie, łamiąc tę zasadę. *Ten człowiek musiał postradać zmysły.* Słowa te odbijały się echem w mojej czaszce. Przełknęłam gulę w gardle. – Z bossami? – Z moimi współpracownikami – wyjaśnił, a jego ton opadł do gładkiego, mrocznego pomruku, gdy doprecyzowywał granice. – Moimi partnerami biznesowymi. Tymi bossami. Nie wolno ci sypiać z żadnym z nich. Rozumiesz? Nawet z tymi mężczyznami, których osobiście lubię. – Jego wyraziste szmaragdowe oczy wbiły się w moje, a gęste rzęsy opuściły się do połowy. – I co najważniejsze, nawet ze mną. Szczery uśmiech pojawił się na mojej twarzy, zanim zdążyłam pójść po rozum do głowy i go powstrzymać. Ugryzłam się mocno w wewnętrzną stronę policzka, wykorzystując każdą kroplę mojej siły woli, by stłumić nagły wybuch pełnego niedowierzania śmiechu. Zdumiewający rozmiar jego ego był wprost duszący. Wewnątrz, moje myśli wirowały w dzikiej debacie. *Próbuje ze mną flirtować? Czy to przekalkulowany test psychologiczny, mający na celu sprawdzenie, jak radzę sobie z presją?* Odchrząknęłam, zdobywając się na niezręczną, dyszącą odpowiedź. – Yyy. Umowa stoi?! Jego brwi się zmarszczyły. Wstał ze swojego dużego skórzanego fotela i z drapieżną gracją ruszył wokół biurka. Nie zatrzymał się, dopóki nie przysiadł na samym brzegu mahoniowej powierzchni, bezpośrednio przede mną. – Mówisz to z taką łatwością, że niemal mógłbym ci uwierzyć. – A dlaczego miałbyś mi nie wierzyć? – odpaliłam, zapewniając go o swoim charakterze. – Nie jestem seksualnym drapieżnikiem. Nie chodzę i nie sypiam z ludźmi tak po prostu, a zwłaszcza z jakimiś przerażającymi magnatami czarnego rynku takimi jak ty. Navarro pozostał w bezruchu. Siedział tam, intensywnie mnie studiując, a jego spojrzenie omiatało moją sylwetkę z zimną kalkulacją. – Jesteś młoda – ocenił na głos, brzmiąc bardzo rzeczowo. – Niewinna. – Przerwał, mrużąc oczy, i rzucił celową obelgę. – I gdybyś faktycznie uczesała te poplątane włosy i włożyła jakieś przyzwoite, niepoplamione ubrania, można by cię uznać za całkiem ładną. Ta słowna obelga uderzyła mocno w moje najgłębsze kompleksy. Mój żołądek skręcił się. Pod jego intensywnym spojrzeniem zaczęłam się wiercić. Moje dłonie same się uniosły, a palce odnalazły pojedyncze, wyraźne srebrne pasmo ufarbowane i ukryte w moich czarnych włosach. Zaczęłam nerwowo kręcić kosmyk, zdesperowana, by znaleźć zajęcie odwracające uwagę od jego duszącej obecności. Navarro natychmiast zauważył ten nerwowy tik. Wyciągnął rękę z zaskakującym, płynnym ruchem. Jego duża dłoń zmniejszyła dystans między nami, zanim zdążyłam się odsunąć. Opuszki jego palców otarły się o moje czoło, delikatnie odgarniając blade, srebrne kosmyki sprzed moich oczu. Ten krótki kontakt fizyczny posłał iskrę elektryczności w powietrze. Ciepło jego skóry w zetknięciu z moją było niepokojące. Następnie się wycofał, zrywając ten kontakt. Zsunął się z biurka i ruszył zdecydowanym krokiem w kierunku ciężkich drzwi gabinetu. – Zwracaj się do mnie po prostu Bas – poinstruował przez ramię. – Tak jest, proszę pana – mruknęłam pod nosem, wstając, by pójść za nim. Bas wyprowadził mnie z gabinetu i poprowadził przez rozległy korytarz do szerokich, bogato zdobionych schodów na samym jego końcu. Gdy wchodziliśmy po marmurowych stopniach, zaczął wyznaczać mi ścisłe, fizyczne granice mojego zatrudnienia w tej ogromnej posiadłości. – Po przeciwnej stronie domu, za kuchnią, znajduje się winda – stwierdził Bas, będąc odwróconym do mnie szerokimi plecami podczas wchodzenia. – Masz ograniczenie dostępu tylko do trzeciego piętra. Nie masz nic do roboty na żadnym innym poziomie. Kategorycznie zabrania ci się kiedykolwiek korzystać z tamtej windy. Co więcej, jesteś prawnie zobowiązana do wykonywania moich bezpośrednich rozkazów, a także rozkazów mojego szefa ochrony. Chwyciłam się ozdobnej balustrady, spoglądając w górę na niebotycznie wysoki sufit. – Kto to jest? – Nazywa się Kieran – odpowiedział gładko Bas. – Wyjechał w interesach i nie wróci przed jutrzejszą nocą. Kiedy mnie tu nie ma, on dowodzi. Próbując wykorzystać poczucie humoru, by opanować mój rosnący niepokój, parsknęłam sarkastycznym domysłem. – Niech zgadnę. Z Kieranem też nie wolno mi się pieprzyć. Bas zatrzymał się na schodach. Przez sekundę się nie odzywał. – Głęboko mnie to niepokoi, że uważasz moje zasady za tak zabawne – poskarżył się niskim, niebezpiecznym tonem. Odwróciłam się na stopniu z tak dużą prędkością, że mój mózg nie zdołał zarejestrować niebezpieczeństwa. Nie mogłam zatrzymać siły własnego rozpędu. Moja stopa zahaczyła o krawędź marmurowego stopnia, potknęłam się i poleciałam w górę, wpadając z impetem wprost na jego twardą klatkę. Moje ręce wystrzeliły w górę, żeby zamortyzować mocne uderzenie. Moje dłonie wylądowały płasko na nim, idealnie dopasowując się do twardych jak skała mięśni na jego klatce piersiowej. To zetknięcie spowodowało, że Bas wciągnął ze świstem ostre powietrze. Jego dłonie wystrzeliły w górę z prędkością błyskawicy. Zamiast pchnąć mnie do tyłu, zacisnął swoje duże dłonie na moich nadgarstkach, mocno przygwożdżając moje ręce do swojej klatki piersiowej. Zamroziło mnie. Czułam pod dłońmi dudniący rytm jego serca i ciepło promieniujące przez jego koszulę. Jego jasne szmaragdowe spojrzenie pociemniało, zmieniając się w głęboki, burzowy odcień. Wpatrywał się we mnie z góry, a jego źrenice rozszerzały się, aż niemal połknęły jego tęczówki. Gruby mięsień drgał w jego zaciśniętej szczęce, zdradzając silną kontrolę, jaką na sobie wymuszał. Uwięziona przy jego gorącu, panika popłynęła w moich żyłach. Pot zebrał się na karku. – P-przepraszam – wydukałam, potykając się o własny język w zagmatwanych przeprosinach. – Nie chciałam cię dotknąć, nie mogłam się zatrzymać... Bas ocknął się ze swojego intensywnego transu. Puścił moje dłonie, odpychając je od swojej klatki piersiowej, i zrobił sztywny krok w tył. – Jesteś jeszcze bardziej niezdarna niż twoja kuzynka Scarlett – wymamrotał ze ściśniętym głosem. Wyciągnął rękę, chwytając mój łokieć, by poprowadzić mnie po pozostałych schodach. Podążałam za nim z palącą od gorąca twarzą, przeklinając się w duchu za to, że tak bardzo rozproszyła mnie jego przytłaczająca fizyczność. Wspomnienie tych twardych mięśni pod moimi dłońmi pozostawało na mojej skórze. Po dotarciu na spocznik na trzecim piętrze, Bas pomaszerował w dół długiego korytarza. Zatrzymał się przed ciężkimi drzwiami umieszczonymi na samym końcu korytarza i pchnął je. Weszłam do pokoju, a moja szczęka opadła z zachwytu na ten widok. Był to luksusowy, elegancko urządzony prywatny salon. Przytulny kominek dominował na środkowej ścianie, rzucając ciepły blask na pluszową kanapę dla dwojga. Za częścią wypoczynkową znajdowały się wielkie szklane drzwi, które otwierały się na szeroki balkon. Zdumiona samym luksusem tego miejsca, weszłam głębiej. – Czyj to był kiedyś pokój? – szepnęłam, podziwiając drogie detale. Bas odpalił ostro. – Kogo to obchodzi. Przeszedł obok mnie, jego buty głuho uderzały o dywan, i pchnął sąsiednie drzwi. Wszedł do sypialni, zatrzymując się na krawędzi luksusowego dwuosobowego łóżka. Usiadł na samym brzegu materaca i oparł się niedbale na łokciach, obserwując, jak kręcę się w drzwiach. – Ten apartament jest teraz twój – oznajmił chłodno. Uniósł podbródek, wskazując na duże drewniane drzwi po drugiej stronie pokoju. – Twój oficjalny strój pokojówki czeka w szafie. Jego ton zmienił się, twardniejąc w surowy rozkaz. – Wyciągnij go i natychmiast przymierz. Muszę zweryfikować, czy leży na tobie właściwie. Mój żołądek wywrócił się z nerwów. Przeszłam niezdarnie przez pokój do szafy, zaciskając palce na uchwytach i otwierając drzwi. Moja mała walizka stała na podłodze, ale moja uwaga została natychmiast przykuta wyżej. Sięgnęłam w górę i zdjęłam wieszak. W cieniach szafy czekał maleńki, skąpy strój francuskiej pokojówki. Unosząc go do światła, wizualnie przeanalizowałam tę część garderoby. Gorset był ciasny, skonstruowany tak, aby podnosić i ściskać. Dekolt był głęboki, nie oferujący absolutnie żadnego zakrycia. Spódnica ledwie kwalifikowała się jako ubranie. Czułam, jak ogromny ciężar wyzywającego spojrzenia Basa wypala dziurę bezpośrednio w moich plecach. Przygryzłam wargę. W mgnieniu oka wywnioskowałam, o co chodzi w tej całej sytuacji. To była psychologiczna gra. Chciał, żebym stchórzyła. Chciał, abym oblała jego test i udowodniła, że nie poradzę sobie z presją w jego domu. Biorąc się w garść, zacisnęłam mocno dłoń na wieszaku. Odwróciłam się, przyciskając mundurek do klatki piersiowej, i ruszyłam w stronę przylegającej łazienki, by przebrać się na osobności. – Oj, nie – warknął Bas, uderzając we mnie ostrym rozkazem, który zatrzymał mnie w miejscu. – Dokładnie tutaj. Odwróciłam głowę, wpatrując się w niego na łóżku. Ani drgnął. Stanowczo wskazał palcem na podłogę na środku sypialni, dyktując swoje warunki. – Rozbierz się i przymierz ten strój bezpośrednio przy mnie – rozkazał, a jego głos echem odbił się w cichym pokoju. Bez ogródek przedstawił swoje zamiary bez cienia wahania. – Chcę patrzeć, jak go na siebie zakładasz. Mój mózg doznał zwarcia na widok samej zuchwałości jego rozkazu. Stałam w bezruchu na dywanie, ściskając skrawek materiału do piersi, a mój umysł powtarzał tylko jedną, zszokowaną myśl. *Co... jest... kurwa?*

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki