Sala rozpraw była sceną, a ja królem przewodzącym tej farsie. Starszyzna – te pomarszczone, żądne władzy relikty – myślała, że może mnie sądzić, pozbawić mnie mojego dziedzictwa z powodu kłótni kochanków. Żałosne. Siedziałem na krześle, dym wił się z mojego papierosa, a ja patrzyłem, jak wiją się w swoim poczuciu własnej wartości. Wyczyn mojej żony w klubie dał im pretekst do prężenia swojego zaku
















