„Cassianie Vargo, zanim to podpiszesz, mam dla ciebie prezent” – powiedział Vance, a jego głos był gładki jak jad, gdy wargi wykrzywiły mu się w szyderczym uśmiechu. Z jego piersi wydobył się niski, gardłowy śmiech. „Wprowadzić ich” – warknął, pstrykając palcami na swoich ludzi.
Ciężki łomot buciorów odbił się echem od podłogi. Ludzie Vance’a wywlekli Vaughna i Rocco w półmrok; ich ciała były zale
















