Deszcz uderzał w okno jak tysiąc maleńkich pięści, niespokojny i dziki, zupełnie jak burza we mnie. Leżałam naga w ramionach Cassiana, nasze ciała były splątane w pościeli. Jego dłoń obejmowała moją pierś, palce były zaborcze, a jednak delikatne, jego kciuk ocierał się o mój sutek, posyłając dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Jego usta muskały moje ramię, a ciepłe pocałunki ciągnęły za sobą szlak ognia n
















