Porwanie mafijnego potwora

Porwanie mafijnego potwora

Autor: undefined

Szczęście jest po mojej stronie, kotku
Autor: undefined
9 sie 2026
Z perspektywy Calli. "Wiesz, kim jestem?" Jego niskie, dudniące pytanie wisi w nagrzanym powietrzu samochodu. Przerażająca rzeczywistość spada na mnie, mrożąc krew w moich żyłach. Wpatruję się w te smołowoczarne, martwe oczy, a pęknięte fragmenty mojej pamięci układają się w makabryczny obraz. Cassian Vargo. Notorycznie bezlitosny miliarder. Dziedzic rozrastającego się imperium podziemia. Człowiek, którego samo imię wzbudza paraliżujący strach w sercach najniebezpieczniejszych przestępców. Trzymam potwora na muszce noża. Jest wcieleniem diabła, drapieżnikiem znanym z tego, że bez chwili wahania zostawia za sobą szlaki usłane ciałami. A ja właśnie groziłam mu w jego własnym pojeździe. Zamiast wykazać choćby ułamek strachu, jaki odczuwałby normalny zakładnik, na jego wargach wykwita głęboko rozbawiony uśmieszek. Patrzy na mnie, jakbym była zagadką, którą pragnie rozbić gołymi rękami. Gdy dociera do mnie głęboki szok, mój uścisk na rękojeści scyzoryka słabnie. Tylko na ułamek sekundy. To jest cała przewaga, jakiej potrzebuje drapieżnik. Z przerażającą prędkością jego wielka dłoń wystrzeliwuje w górę i chwyta moją. Zrogowaciały naskórek na jego dłoni drapie moją skórę. Ale zamiast mnie rozbroić, wymusza, by moja własna ręka zbliżyła się do niego. Wpycha metalową krawędź głębiej we własną szyję. Cienka linia jasnoczerwonej krwi przecina skórę, plamiąc jego nieskazitelnie biały kołnierzyk. On nawet nie mruga. "Trzęsiesz się" – mruczy z płynną, mrożącą krew w żyłach pewnością siebie. "Niezbyt dobry wygląd jak na kogoś władającego bronią." Panika wybucha jasno i gorąco w mojej piersi. Jestem uwięziona w poruszającym się metalowym pudle z szaleńcem, który sam się wykrwawia, żeby tylko udowodnić swoją rację. "Cofnij się" – rozkazuję, a mój głos drży, gdy próbuję utrzymać pozory kontroli. W odpowiedzi jego wolna ręka wystrzeliwuje niczym atakujący wąż. Szybko i bez wysiłku chwyta moją talię. Zanim zdążam zaprzeć się stopami o podłogę, unosi całe moje ciało z siedzenia i wciąga mnie prosto na swoje kolana. Ten nagły ruch zapiera mi dech w piersiach. Samo oszałamiające gorąco promieniujące z jego potężnej sylwetki przytłacza moje zmysły. Bogaty zapach ciemnej skóry i drogiej wody kolońskiej otacza mnie, dusząc moją determinację. Jego twarde uda płoną pode mną, a jego szeroka klatka piersiowa tworzy nieprzebitą ścianę mięśni wzdłuż mojego przodu. "Jak masz na imię?" – pyta, a jego głos spada do niebezpiecznego pomruku. Uparcie odmawiam podania mu mojego imienia. Nie oddam ostatniego atutu, jaki posiadam. Zaciskam mocniej uchwyt i znów przyciskam ostrze do jego gardła. "Patrz uważnie" – syczę, pochylając się na tyle blisko, by poczuć, jak jego oddech owiewa moją twarz. "Twoje życie wciąż jest w moich rękach. Nie ułatwię ci śmierci." Jego uśmieszek tylko się poszerza. Nagle kierowca robi ostry zakręt, by pokonać ciasny, zaśnieżony róg. Ciężki samochód gwałtownie się przechyla. Zanim udaje mi się odzyskać równowagę, Cassian porusza się z zabójczą precyzją. Z dużą siłą łapie oba moje nadgarstki. Jednym płynnym, karcącym ruchem wykręca mi ręce za plecami, unieruchamiając je razem. Ból promieniuje w górę moich ramion. Scyzoryk wyślizguje się z moich zdrętwiałych palców i z brzękiem ląduje bezużytecznie na podłodze, poza moim zasięgiem. "Ostrożnie, maleńka" – droczy się. Dominuje w fizycznej walce, nie wylewając przy tym nawet kropli potu. Trzyma oba moje nadgarstki zamknięte w jednej wielkiej dłoni, czyniąc moje desperackie szamotaniny bezcelowymi. Szamoczę się w jego żelaznym uścisku, ale to jak walka z litą skałą. Jego intensywne, mroczne spojrzenie opuszcza moje buntownicze oczy. Studiuje krwawiące rozcięcie na moim czole, śledząc karmazynową ścieżkę w dół mojego policzka. Następnie jego wzrok pada na poważną ranę na mojej nodze, gdzie świeża krew wciąż wsiąka w podarty dżins. Ku mojemu zdumieniu, jego zachowanie zmienia się w sposób, którego nie potrafię pojąć. Okrutne, kpiące rozbawienie znika, zastąpione dziwnym, cichym skupieniem. Wyciągając rękę z zaskakującą ostrożnością, dotyka mojej twarzy wolną dłonią. Jego szorstki kciuk delikatnie ściera rozmytą krew z mojej skóry. Ten gest jest tak miękki, tak sprzeczny z emanującą z niego przemocą, że wysyła falę uderzeniową przez mój system. "Co ty, kurwa, robisz?" – przeklinam go ze złością, odkręcając twarz od jego dotyku. "Utrzymuję cię przy życiu" – odpowiada miękko. Jego kciuk po raz ostatni muska moją linię szczęki. "Jak na razie." Kręci mi się w głowie. Utrata krwi i duszące gorąco jego ciała dają mi się we znaki. "Nic ci nie jestem winna" – upieram się, a mój głos brzmi w moich własnych uszach słabo i uparcie. Przez przyciemniane szyby widzę luksusowy samochód wjeżdżający na wspaniały podjazd rozległej, silnie strzeżonej i ogrodzonej posiadłości. Wysokie, żelazne ogrodzenia, kamery monitoringu i uzbrojeni mężczyźni rozmywają się za szybą. Przytłaczający koktajl ostrego bólu, opadającej adrenaliny i głębokiego jak kość wyczerpania ostatecznie pokonuje moje poobijane ciało. Moje powieki zamykają się same. Jego słaby uśmiech to ostatnia rzecz, jaką widzę. "Jeszcze zobaczymy, tesoro" – mruczy. Cały mój świat zanika w nieprzeniknionej czerni. Z perspektywy Cassiana. Opadam na skórzane siedzenie, wpatrując się w nieprzytomną kobietę rozciągniętą na moich kolanach. Jej oddech jest płytki, a niewielka klatka piersiowa unosi się i opada w kruchym rytmie przy mojej. Nigdy w życiu nie spotkałem tak zuchwałego i lekkomyślnego stworzenia. Każda kobieta, jaką dotąd spotkałem, wpada w jedną z dwóch przewidywalnych kategorii. Albo w desperacji rzucają mi się do stóp, pragnąc zdobyć kawałek mojego bogactwa i statusu, albo cofają się w czystym, drżącym przerażeniu w chwili, gdy spojrzą mi w oczy. Wiedzą, jakim jestem potworem. Wiedzą o ciałach pogrzebanych pod fundamentami mojego imperium. Ale ta ostra, piękna dzikuska nie zrobiła żadnej z tych rzeczy. Ośmieliła się przycisnąć ostrze bezpośrednio do mojego gardła, grożąc, że wypatroszy mnie na moim własnym terytorium. Miała w sobie surowy ogień, który wydawał się w stanie spalić same ściany, które wokół siebie zbudowałem. Spojrzała diabłu w oczy i zażądała, by krwawił. Wodzę palcem po delikatnych rysach jej bladej twarzy. Widok karmazynowej krwi sączącej się z rozcięcia na jej czole i ciemnej plamy oznaczającej ranę na jej nodze wywołuje nieznany, dziwny ból zaciskający się głęboko w mojej piersi. To ostre, ściskające uczucie. Skaza w moim pancerzu. Niewytłumaczalnie skłania to moje palce, by znów wyciągnęły się w jej stronę. Delikatnie wycieram świeżą kroplę krwi z jej skroni z łagodnością, o posiadanie której bym siebie nie podejrzewał. Tradycje rodzinne nakazywały mi wziąć królową. Mój ojciec od miesięcy forsował ten plan, traktując małżeństwo po prostu jako transakcję biznesową mającą na celu zabezpieczenie naszych granic i ugruntowanie naszego dziedzictwa. Zawsze uważałem kobiety zaledwie za ciężar i rozpraszacz. Są słabościami, które wrogowie wykorzystują, by powalić wielkich ludzi. Trzymam je stanowczo na dystans, aby utrzymać swoje imperium, angażując się w przelotne spotkania bez oddawania grama zaufania. Ale ta kobieta odpoczywająca na mojej piersi? Jest nieujarzmioną, chaotyczną siłą natury, której po prostu nie mogę zignorować. Włamała się do mojego samochodu, zniszczyła moje skórzane siedzenia wykonane na zamówienie i zagroziła mojemu życiu bez sekundy wahania. Ostry dźwięk dzwoniącego telefonu wyrywa mnie brutalnie z błądzących myśli. Przesuwam nieznacznie jej ciężar, zabezpieczając ją przy swoim ciele, i wyciągam urządzenie z wewnętrznej kieszeni. "Jedź prosto do mnie" – rozkazuję natychmiast Vaughnowi. "Tak jest, szefie" – odpowiada Vaughn, a jego głos jest napięty z powodu nieustępującego szoku. Zerkając na jasny ekran, otwieram zaszyfrowaną wiadomość od ojca. Tekst jest krótki, żąda aktualizacji postępów w trwającym polowaniu. Dotykam załączonego pliku ze zdjęciem na ekranie. Fotografia ładuje się powoli. Wpatruję się w twarz patrzącą na mnie z cyfrowego pliku. Długie, ciemne włosy. Buntownicze, uderzająco piękne oczy. Dokładna struktura twarzy wysoce wartościowego celu, po który wysłano mnie w tę mroźną noc, bym go sprowadził. Mój wzrok powoli zjeżdża z powrotem w dół, na poturbowaną, nieprzytomną kobietę w moich ramionach. Porównuję nieskazitelne zdjęcie z posiniaczoną, krwawiącą dziewczyną bezwładnie opartą o mój drogi garnitur. Mroczny, maniakalny śmiech ucieka z moich ust. Głęboki dźwięk odbija się echem w cichym, napiętym wnętrzu samochodu, powodując, że ramiona Vaughna sztywnieją na przednim siedzeniu. Wie z doświadczenia, że lepiej nie zadawać pytań, kiedy śmieję się w ten sposób. Chore poczucie ironii wszechświata ujawnia się w pełnej krasie. Notoryczna uciekająca panna młoda. Rosyjska księżniczka mafii, na którą kazał mi polować mój ojciec. Córka Kaelena Vance'a. Uciekała przez całą noc przed moimi ludźmi, zdesperowana, by uniknąć swojego zaaranżowanego losu, tylko po to, by wskoczyć do przypadkowego pojazdu w poszukiwaniu ocalenia. Dosłownie spadła mi prosto z nieba na moje kolana. Los to pokręcony skurwiel, a ja z chęcią wezmę w tym udział. Walczyła jak zapędzone w róg zwierzę, by uniknąć wciągnięcia do mojego świata, a jednak oto jest, krwawiąca w moich ramionach, nieświadomie biorąc za zakładnika właśnie tego człowieka, przed którym uciekała. Ironia jest bogata, odurzająca. Polowanie się skończyło, ale prawdziwa gra dopiero się zaczęła. "To będzie zabawne" – mruczę do cichego samochodu, a mój głos opada do zabójczego, obiecującego rejestru. Wodzę palcem po linii jej szczęki po raz ostatni, po czym patrzę w górę w lusterko wsteczne. "Zadzwoń do Rocco" – rozkazuję Vaughnowi, a mój ton nie pozostawia miejsca na opóźnienia. "Powiedz mu, żeby wyciągnął wszystkie dane, jakie mają i natychmiast zdobył jej pełną teczkę."

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Szczęście jest po mojej stronie, kotku – Porwanie mafijnego potwora | Czytaj powieści online na beletrystyka