6:00 rano.
Poranne światło wślizgiwało się bezszelestnie przez zasłony, kąpiąc sypialnię w miękkim, zaspanym blasku. Calla poruszyła się pierwsza.
Jej oczy otworzyły się, ciężkie od niedokończonego snu, ale jej umysł już pracował na najwyższych obrotach. Przez chwilę leżała bez ruchu, słuchając jedynie śpiewu ptaków, cichego tykania zegara na ścianie i cichego, miarowego oddechu męża leżącego obok
















