Była 2:00 w nocy.
Wyczerpanie przylegało do niego jak druga skóra. Jego zazwyczaj wyprostowana sylwetka była lekko zgarbiona, krawat luźno zwisał mu na szyi, a płaszcz miał niedbale przerzucony przez ramię. Z westchnieniem przeczesał dłonią włosy, myśląc już tylko o tym, by runąć na łóżko, gdy nagle ktoś podał mu szklankę wody.
Nie patrząc, wziął ją i wypił duszkiem; lodowaty płyn przyniósł ulgę
















