Widząc, że Alec jest naprawdę wściekły, Max nie odważył się go więcej prowokować. W pojedynkę nie miał z nim szans, ale nie zamierzał tak po prostu odpuścić.
Sam nie dorównywał Alecowi, lecz stała za nim cała rodzina Pearsonów. To mogłaby być wyrównana walka.
– Po co tu jesteś? – Alec wpatrywał się w czerwone róże w jego dłoniach. Aż kłuły go w oczy.
Max wzruszył ramionami. Spojrzał na drzwi bloku
















