Rodzina Walkerów jak dotąd dobrze współpracowała z Faust Group, więc Vincentowi trudno było pojąć, dlaczego Alec nagle chciał to przerwać.
– Tak – powiedział Alec, potakując głową i rzucając Vincentowi dokument. – W przyszłości będziemy współpracować z rodziną Lawrence.
Z rodziną Lawrence? Zaskoczony Vincent podniósł teczkę. Kiedy ją przeczytał, natychmiast zrozumiał, w czym rzecz. Wyglądało na to, że rodzina Faye wyraźnie poprosiła o przejęcie tej transakcji, więc Walkerowie padli ofiarą ich żądania.
– A co z osobami na dole…
– Odeślij je. Nie mam czasu się z nimi widzieć.
– W porządku.
Zaczynało się ściemniać, a pracownicy Faust Group zdążyli już wyjść, jednak po Aleku nadal nie było śladu.
– Jenny, myślisz, że Alec postanowił doprowadzić firmę mojego taty do bankructwa? – zapytała z niepokojem Stephanie.
– Znajdziemy jakieś wyjście z tej sytuacji.
Jenny również się martwiła, ale wiedziała, że musi zachować spokój. Właśnie wtedy kątem oka dostrzegła Vincenta wychodzącego z windy. Natychmiast podbiegła do niego.
– Panie Duncan – zawołała. Vincent odwiedził ją kiedyś w szpitalu, więc rozpoznała w nim asystenta Aleca.
Słysząc jej wołanie, Vincent odwrócił się w jej stronę i przeprosił, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć: – Doktor Walter, pani i panna Walker powinnyście wrócić do domu, pan Faust się z wami nie zobaczy.
– Dlaczego? – Nie mogąc tego zrozumieć, ciągnęła dalej: – Nawet jeśli Stephanie go obraziła, nie uważa pan, że powinien dać jej chociaż szansę na przeprosiny?
– To nie przez pannę Walker – odparł Vincent.
– Jaki jest więc powód? – naciskała, czując, że sprawy są bardziej skomplikowane, niż myślała.
Vincent milczał. Jako asystent wiedział, o czym nie wolno mu mówić.
– Rozumiem – Jenny wiedziała, że Vincent jej nie powie, więc zmieniła temat. – A co z najbliższym harmonogramem Alexa? Z pewnością może mi pan o tym opowiedzieć, prawda?
Gdy nadal milczał, Jenny stawała się coraz bardziej sfrustrowana.
– Choć panna Lawrence została wypisana, nie ma gwarancji, że nie dojdzie do wznowy jej guza. Czy jest pan pewien, że Alec pewnego dnia znów nie przyjdzie błagać mnie o pomoc?
Bezradny Vincent wiedział, że to, co powiedziała Jenny, było prawdą.
– Pan Faust wyjdzie z firmy za pół godziny na spotkanie z klientami i prawdopodobnie potrwa ono do bardzo późna. Raczej nie ma pani szans na spotkanie z nim dzisiaj.
Czując ogromny niepokój, Jenny zapytała marszcząc brwi: – Gdzie spotka się z klientami?
Gdyby poczekała tam z wyprzedzeniem, z pewnością natknęłaby się na Aleca.
– Proszę dać sobie spokój, doktor Walter – powiedział Vincent. Nie wytrzymując presji, szepnął: – Nawet jeśli uda się pani znaleźć pana Fausta, nie może pani niczego zmienić. On już podjął decyzję.
Jenny była zszokowana. Czy Alec był zdeterminowany, by zniszczyć rodzinę Walkerów?
Stephanie obraziła Aleca z jej powodu. Skoro wszystko wydarzyło się przez nią, musiała znaleźć sposób na rozwiązanie tego problemu. Alec nie chciał się z nią jednak zobaczyć. Na dodatek, jak twierdził Vincent, nie zamierzał odpuścić rodzinie Walkerów.
Po chwili namysłu Jenny podjęła decyzję.
Odwracając się do Stephanie, powiedziała: – Wracajmy najpierw. Mam pewien pomysł.
– Naprawdę? – zapytała Stephanie.
– Tak.
Wkrótce obie opuściły Faust Group. Jenny kazała Stephanie iść do domu i czekać na wiadomości, podczas gdy ona zadzwoniła do Warrena, zarządcy Starej Rezydencji.
Skoro Alec nie zamierzał odpuścić rodzinie Walkerów, nie miała innego wyjścia, jak zwrócić się o pomoc do Starszego Pana Fausta. Za wszelką cenę musiała chronić rodzinę Walkerów.
– Panna Walter?
Warren był zaskoczony, ponieważ nie spodziewał się, że Jenny do niego zadzwoni.
– Cześć, Warren, jak się ostatnio miewa Starszy Pan Faust? Chciałabym go odwiedzić – powiedziała, czując się bardzo nieswojo, zastanawiając się, czy nadal jej pomoże po tym, jak rozwiodła się z Alekiem.
Warren spojrzał na siedzącego obok Starszego Pana Fausta i zapytał cicho: – To panna Walter. Chciałaby pana odwiedzić.
– Oczywiście, zaproś ją.
Choć Starszy Pan Faust był zaskoczony, to z uśmiechem kiwnął głową.
Warren przekazał wiadomość Jenny. Po odłożeniu słuchawki zapytał z ciekawością: – Panie Faust, czy nie zaprosił pan dziś wnuka na kolację? Jeśli panna Walter przyjdzie…
– To tylko rozwód! W czym problem? Nadal mogą być przyjaciółmi – odparł z uśmiechem Starszy Pan Faust. Pomyślał, że to pierwszy raz, gdy zjedzą z nim razem kolację.
Nieświadoma jego planu Jenny wskoczyła do taksówki i pognała do Starej Rezydencji. Tymczasem Alec właśnie wyszedł z pracy.
– Poszły już? – zapytał ze stoickim spokojem.
– Tak – odparł Vincent, zerkając na niego ukradkiem. Z jakiegoś powodu Alec wydawał się nieco niezadowolony z faktu, że odeszły.
Gdy Alec umilkł, Vincent powiedział: – Odebrał pan telefon z domu z pytaniem, kiedy pan się pojawi. Chciałby pan najpierw spotkać się z klientem czy pojechać do Starej Rezydencji?
– Jedźmy do domu.
Z tymi słowami wyszedł z biura.
Kiedy Jenny dotarła na miejsce, Warren czekał już na nią w drzwiach.
– Witam serdecznie, panno Walter.
– Dzień dobry, gdzie jest dziadek? – zapytała z uśmiechem.
– Czeka na panią w środku – poinformował, wprowadzając Jenny do domu.
Gdy Starszy Pan Faust zobaczył ją w salonie, zaśmiał się cicho i powiedział: – Trochę ci zeszło z tymi odwiedzinami, ty bezduszna dziewczyno!
– Przepraszam, dziadku. Wstydziłam się cię odwiedzić.
Po rozwodzie z Alekiem bała się go odwiedzać, ponieważ traktował ją zbyt dobrze.
– O czym ty mówisz? Wasz rozwód niczego nie zmienia – powiedział. – Odwiedzaj mnie w przyszłości często.
– Dobrze, będę cię często odwiedzać – obiecała Jenny, ale jej oczy biegały tu i tam, podczas gdy próbowała wymyślić sposób na napomknięcie o rodzinie Walkerów.
Po chwili wahania zebrała w końcu odwagę, by powiedzieć: – Dziadku, przyszłam tu dzisiaj, ponieważ…
Zanim zdążyła dokończyć zdanie, z zewnątrz dobiegł pisk opon. Odwróciła gwałtownie głowę w kierunku hałasu, a w jej oczach błysnęła panika. Dlaczego dziś miała takiego okropnego pecha?
– Czyżby ten chłopak wreszcie tu był? – Starszy Pan Faust zapytał Warrena. Był nieco zirytowany na Aleca za to, że nie docenił cudownej żony, którą miał. Co za idiota z niego.
– To pewnie on. Pozwolę sobie sprawdzić.
Po tych słowach Warren wyszedł z pokoju.
– Nie będziesz miała mi za złe, że nie powiedziałem ci wcześniej o powrocie Aleca, prawda? – zapytał, szczerząc się do Jenny. Cieszył się na myśl o tym, że po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zjedzą we troje posiłek.
Mimo przerażenia przytłaczającego jej serce, Jenny zmusiła się do uśmiechu i powiedziała: – Nie… oczywiście, że nie.
W głowie jej się kręciło. Czy Vincent nie mówił, że Alec jedzie na spotkanie z klientem? Dlaczego przyjechał do Starej Rezydencji? Wszystko działo się zbyt szybko, a ona nie była przygotowana!
Jenny patrzyła na drzwi, a jej dłonie obficie się pociły. Mimo kilku głębokich oddechów nie potrafiła się uspokoić.
Czy w końcu mieli się spotkać?
















