Wszyscy pracownicy oddziału neurochirurgii zebrali się w Fig Garden na kolacji. Tamtego wieczoru w centrum uwagi znajdowała się Jenny, która dopiero co dołączyła do ich zespołu.
– Wznieśmy toast za doktor Walter. Mam nadzieję, że uda jej się poprowadzić oddział neurochirurgii Szpitala Parrington do sukcesu – powiedział doktor Ledger, ordynator oddziału neurochirurgicznego.
Nie był może wybitnie utalentowanym chirurgiem, ale zapewnił sobie stanowisko dzięki wieloletniemu doświadczeniu. Początkowo dość mocno zdenerwował się faktem, że lekarz z zewnątrz objął posadę zastępcy ordynatora. Jednak po namyśle doszedł do wniosku, że obecność u jego boku tak kompetentnego neurochirurga zwiększy wyniki oddziału i poprawi jego własną reputację. Z tą myślą spojrzał na Jenny łaskawszym okiem.
– Doktorze Ledger, zbytnio mi pan schlebia – powiedziała Jenny, wznosząc kieliszek. – Ponieważ mam słabą głowę do alkoholu, wypiję pańskie zdrowie sokiem.
Powiedziawszy to, wypiła sok do dna.
Wszyscy serdecznie bili brawo, nie przejmując się tym, czy Jenny pije wino, czy sok. W końcu następnego dnia miała przeprowadzić poważną operację. Wszyscy cieszyli się posiłkiem, a Jenny nie była tu wyjątkiem.
Później Jenny udała się do toalety. Gdy z niej wychodziła, ktoś zawołał: – Doktor Walter.
Jenny odwróciła się i ujrzała Jareda Stewarta ze swojego oddziału.
– Doktorze Stewart?
– Jesteśmy teraz kolegami z pracy, więc nie musisz być wobec mnie taka oficjalna. Mów mi po prostu Jared – powiedział, chichocząc. Jego twarz była czerwona, prawdopodobnie od alkoholu.
– Dobrze – odparła Jenny z skinieniem głowy.
Na tym rozmowa się zakończyła i oboje zamilkli. Jenny rzuciła mu dziwne spojrzenie i powiedziała: – Jeśli to wszystko, wracajmy na kolację. Wszyscy czekają.
– Ja… Chcę ci zadać pewne pytanie – szybko zareagował, wyraźnie bardzo speszony.
– O co chodzi?
Jenny uniosła brwi, pewna, że wie, co mężczyzna ma zamiar powiedzieć.
– Cóż… – jąkał się. Zabrało mu sporo czasu, zanim w końcu zapytał: – Masz chłopaka?
Stał niezgrabnie, przypominając dziecko czekające, aż nauczyciel je skarci.
– Masz? – zapytał ponownie z niepokojem.
Jenny zachichotała, pokręciła głową i powiedziała: – Nie.
– Naprawdę? To świetnie…
– Jestem po rozwodzie – przerwała mu.
– Jesteś… rozwódką?
Jared nie mógł w to uwierzyć. Prawie pomyślał, że ma omamy słuchowe.
Jenny skinęła głową: – Tak, masz z tym jakiś problem?
– N-nie – odparł, z rozczarowaniem kręcąc głową. Sądził, że miałby u niej szansę, gdyby tylko wystarczająco się postarał. Była przecież dość młoda, nawet jeśli miała już tytuł doktora.
Jednak była po rozwodzie. Po ponownej analizie sytuacji uznał, że pielęgniarka, która wcześniej próbowała się do niego zalecać, była całkiem urocza.
Gdy Jared odszedł, Jenny się uśmiechnęła. Nie była zaskoczona. Wydawało się, że status rozwódki uchroni ją przed wieloma kłopotami.
Kiedy miała już odejść, z męskiej toalety wyszedł Alec. Co za zbieg okoliczności, że znów się spotkali.
Gdy ich spojrzenia się spotkały, Jenny powstrzymała się przed zadaniem mu pytania, czy przypadkiem jej nie śledzi.
– Ma pani wyjątkowy sposób na odrzucanie ludzi, doktor Walter – skomentował z kpiącym uśmiechem.
Jenny przewróciła oczami, myśląc, że to wszystko przez niego. Odeszła, ignorując go, gdy go mijała. Ponieważ nie miała na sobie fartucha lekarskiego, była zwykłym obywatelem, który miał pełne prawo zignorować Aleca.
– Piła pani? – zapytał Alec, marszcząc brwi. Chwycił ją za nadgarstek, a na jego twarzy malowało się niezadowolenie.
Jenny ze złością strząsnęła jego rękę.
– Panie Faust, nie uważa pan, że przekracza granicę? Czy muszę panu tłumaczyć, czy piłam, czy nie?
Spojrzała na niego gniewnie, a jej twarz płonęła z wściekłości.
Alec był oszołomiony jej widokiem. Różowe policzki i błyszczące oczy idealnie komponowały się z jej jasną cerą. Chociaż jej usta były zaciśnięte w uroczym dąsie, Alec wiedział, że kryje się za nimi elokwentny język.
Po raz pierwszy widział Jenny bez maseczki. Nawet gdy ją nosiła, widział, że jest piękna. Jednak kiedy pozbyła się maski, coś w nim drgnęło.
– Nie chcę składać życia Faye w ręce pijaczki – powiedział zimno Alec, gdy tylko odzyskał zmysły.
Jenny wzięła głęboki oddech, przypominając sobie wszystkie swoje lekcje moralności, by powstrzymać się przed wybuchem.
Przełykając złość, zmusiła się do spokojnego tonu: – Zbyt pan panikuje. Nie piłam, więc nie wpłynie to na jutrzejszą poranną operację.
Zapach alkoholu, który się wokół niej unosił, pochodził od jej współpracowników, a nie od niej samej, jako że od samego początku nie przepadała za trunkami.
Choć Alec wyglądał, jakby jej wątpił, nie wydawał się już tak zdenerwowany jak wcześniej.
– To dobrze. W końcu w pani rękach leży ludzkie życie. Ale z pewnością jest pani tego świadoma.
– Czy to wszystko, panie Faust? – zapytała, niechętnie znosząc jego obecność choćby przez kolejną sekundę.
– Nienawidzi mnie pani? – zapytał nagle, zauważając, że jest wyraźnie niezadowolona i poirytowana.
Jego pytanie całkowicie zbiło Jenny z pantałyku. Czyżby zbyt szczerze okazywała swoje uczucia?
Udała kaszel, próbując się wytłumaczyć.
– Za dużo pan myśli, panie Faust. Ledwo pana znam. Jak mogłaby pana nienawidzić?
Alec musiał się z tym zgodzić. Skoro nigdy wcześniej się nie spotkali, nie miała powodów, by go nienawidzić. Doszedł więc do wniosku, że rzeczywiście wyolbrzymiał sprawę.
















