Dzikie Akordy: Naznaczona przez Watahę Vesperbourne

Dzikie Akordy: Naznaczona przez Watahę Vesperbourne

Autor: Aeliana Moreaux

Elara
Autor: Aeliana Moreaux
29 lip 2026
Kaelen: Nieustępliwy, dudniący bas Klubu Obscura wibrował przez wzmocnione szkło naszego biura na drugim piętrze, trzęsąc deskami podłogowymi pod moimi butami. To była po prostu kolejna typowa noc w mieście. Za mną łagodne brzęczenie żetonów i ciche pomruki wypełniały pomieszczenie, podczas gdy Cade, Beck i Reid rozgrywali swoją zwyczajową, nocną partię pokera. Alistair i Sol zachęcali nas do doświadczania "życia" i wtapiania się w tłum, odkąd przyjęli nas trzy lata temu. Posiadanie prawdziwej rodziny, stada, które faktycznie istniało i się o nas troszczyło, było zajebiście fantastyczne. Mama Elena troszczyła się o nas, nadając nam prawdziwe imiona zamiast sterylnych numerów, które przypisał nam nasz pierwotny "Ojciec", mimo że jej czas z nami został drastycznie skrócony. Oparłem się o chłodne szkło, skanując stłoczony, spocony tłum w dole. Moje oczy natychmiast skupiły się na Rocco. Stał w pobliżu głównego baru, przybijając piątkę z Enzo ponad wypolerowaną ladą. Ale Rocco nie był sam. Miał ze sobą zapierającą dech w piersiach Boginię w rozmiarze plus-size, wciśniętą blisko jego boku. Enzo podał im dwa jasne drinki Blue Breeze. Obserwowałem, jak się śmieją, popijając swoje drinki z promiennymi uśmiechami, zanim odsunęli się od baru i ruszyli w stronę krawędzi zatłoczonego parkietu. Rocco zawsze udawał gładkiego podrywacza przy facetach, ale w tej chwili przy tej kobiecie wyglądał na naturalnie zrelaksowanego. Była zjawiskiem. Jej wspaniałe, fioletowo-niebieskie kosmyki spływały na jej ramiona w idealnym ombré, a błyskające światła stroboskopowe w klubie odbijały się od żywych kolorów. Jej ciemna, opalona skóra płonęła pięknym gorącem na tle szalejącej, dusznej temperatury panującej w zatłoczonym pomieszczeniu. Miała na sobie obcisłą, czarną sukienkę klubową bez ramiączek, która przylegała do każdej, najmniejszej z jej apetycznych krągłości. Ciemny materiał podciągał się na jej soczystych udach, gdy kołysała się do ciężkiego bitu, zmuszając ją do wdzięcznego poprawiania go, zanim znów przyciskała biodra do Rocco. Wstrzymałem oddech. Za mną żetony pokerowe przestały brzęczeć. Cisza w biurze stała się ogłuszająca. Moi bracia rzucili karty, a ich oczy były utkwione w oknie. Byliśmy natychmiast, bezpowrotnie nią oczarowani. Przyciąganie było magnetyczne, oplatało moją klatkę piersiową i ciągnęło mnie do przodu. Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem prosto w stronę szybkich schodów prowadzących na parter. "Gdzie się tak spieszysz?" Rozbawiony śmiech Reida odbił się echem przez naszą wspólną mentalną więź, a ten dźwięk połaskotał mój wrażliwy słuch ponad dudniącym basem. Zignorowałem go. Dotarłem na parter i przepchnąłem się przez szalejący tłum, skanując przez przytłaczające fale taniego alkoholu i surowego podniecenia emanującego od bywalców. Gdy zmniejszyłem dystans, powietrze się zmieniło. Apetyczny zapach przebił się przez stęchłe powietrze klubu. Ciepłe przyprawy i świeży deszcz. Aromat zalał mnie, wpadając prosto do moich płuc i wywołując intensywny, mrowiący ładunek statyczny, który strzelał na każdym centymetrze mojej skóry. Moja bestia drapała pod powierzchnią. Krew ruszyła na południe z karzącą siłą, gromadząc się gęsto i ciężko w pachwinie, aż mój kutas naprężył się twardo i boleśnie o suwak dżinsów. Rocco zatrzymał się kilka stóp przede mną, unosząc idealną brew w zakłopotaniu. "Co ty robisz, Kaelen?" Genialny uśmiech Rocco promieniał jasno w świetle stroboskopów klubu i głębokiego, przenikliwego basu, który wprawiał moje żebra w drżenie. "Kogo masz dziś ze sobą?" zażądałem, a mój głos był niskim pomrukiem. Spojrzałem ponad jego ramieniem w samą porę, by zobaczyć, jak Bogini prześlizguje się obok nas. Jej biodra podskakiwały radośnie do ciężkiego bitu, gdy zmierzała z powrotem w stronę baru, gdzie Enzo czekał, by napełnić jej drinka z cholernie słodkim uśmiechem. "Jest nowa w Londynie", wyjaśnił Rocco, wytrzymując moje intensywne spojrzenie bez mrugnięcia okiem. "Zaproponowałem więc, że pokażę jej, jak się dobrze bawić podczas jej pierwszej nocy." Obserwowałem, jak opiera się o bar, a jej bujne ciało rozpływa się w rytmie basu. Cienie wokół nas się poruszyły. Moi bracia zmaterializowali się z kołyszącego się koca pijanych ciał, stając tuż za mną. "Co to za zapach?" mruknął Beck, wciągając powietrze jak pies tropiący. Reid i Cade wlepili wzrok w Boginię w czarnej sukience dokładnie w momencie, gdy odwróciła się, by chwycić swojego świeżego drinka. Enzo przechwycił nasze wspólne, drapieżne spojrzenia. Zamarł na sekundę ze szklanką wiszącą w jego dłoni, dopóki nie daliśmy mu ostrego skinienia, by ją obsłużył. "Nie przestraszcie jej", ostrzegawczy warkot Cade'a zawibrował przez naszą mentalną więź. "Jest człowiekiem." Poczułem ciepłe wyładowania elektrostatyczne trzaskające na naszych ciałach – wspólną fizyczną reakcję, która nas łączyła. Surowa potrzeba pulsująca w naszych żyłach była niezaprzeczalna. Odwróciła się od baru i uprzejmie prześlizgnęła się obok naszych masywnych ramion, a jej łagodny głos szepnął słodkie "Przepraszam", które wysłało kolejny wstrząs pioruna prosto w mojego kutasa. Wzniosła ręce w beztroskim uścisku, gdy muzyka zeszła do ciężkiego bitu, znikając w rojącym się, zmieniającym tłumie tańczących, ocierających się ciał. "Masz jej numer. Wiem o tym", stwierdziłem, z powrotem skupiając się na Rocco. Rocco westchnął i spróbował ominąć mnie, by podążyć za nią w stronę toalet, ale Beck i Cade ruszyli się szybciej. Zdecydowanie uderzyli swoimi ciężkimi dłońmi w jego ramiona, przyszpilając go w miejscu pod prąd tłumu. "Poważnie, chłopaki", ostrzegł Rocco, a z jego tonu zniknęło żartobliwe zabarwienie. "Ona studiuje w szkole Sztuk Pięknych. Możecie ją tam znaleźć, ale dajcie jej spokój dzisiejszej nocy. Mama Elena wyczuła jej cichy niepokój w samolocie. Zmaga się z głęboką wewnętrzną traumą." Ta odrobina informacji sprawiła, że unieśliśmy brwi. Mama Elena była w mieście, co oznaczało, że moglibyśmy znaleźć sposób, by subtelnie wypytać o naszego krągłego kociaka bez odkrywania kart. Ale w tej chwili cierpliwość nie wchodziła w grę. "Po prostu daj mi ten pieprzony numer, Rocco", zażądałem, wkraczając w jego przestrzeń osobistą, a moje oczy błysnęły. "I dbaj dziś o jej bezpieczeństwo." Rocco wytrzymał moje spojrzenie przez długą chwilę, po czym sięgnął do kieszeni. Wyciągnął telefon, a jego kciuki zaczęły latać po ekranie. Sekundę później mój telefon zawibrował w tylnej kieszeni. Wyciągnąłem go, sprawdzając ekran, by potwierdzić wiadomość od Rocco z ciągiem cyfr. Dałem mu krótkie skinienie, dając znak Beckowi i Cade'owi, by go puścili. Uśmiechając się mrocznie w szalejących światłach, moi bracia i ja odwróciliśmy się. Utorowaliśmy sobie drogę z powrotem przez pijany tłum w cichym, skoordynowanym pośpiechu, zdesperowani, by wrócić na nasz punkt obserwacyjny. Wślizgnęliśmy się po schodach i wepchnęliśmy z powrotem do naszego biura, gromadząc się ramię w ramię przy dużym oknie obserwacyjnym. Poniżej nas jej energiczny uśmiech promieniował przez zatłoczony klub, rozświetlając morze spoconych, podrygujących ciał. "Jest wspaniała", zanucił Cade, a jego głos był mroczny i chrapliwy. Beck podszedł do szafki, chwycił butelkę niedźwiedziego bimbru i nalał cztery ciężkie szklanki. Rozdał je, podczas gdy Reid podszedł do przełącznika na ścianie, przyciemniając światła w biurze, abyśmy mogli obserwować naszego zmysłowego kociaka tak, by nikt nas nie widział z dołu. "Rocco ma szczęście, że jest gejem, inaczej leżałby nieprzytomny na podłodze", warknął cicho Reid. Nasza mentalna więź zalała się szalonym, chaotycznym gorącem. Powietrze w pomieszczeniu gwałtownie zgęstniało, stając się ciężkie od wspólnego, obezwładniającego pożądania. Cztery masywne, twarde kutasy zapulsowały jednogłośnie, naciskając boleśnie na nasz dżins. Surowy zapach naszego podniecenia wypełnił biuro jak gęsta mgła. "Jezu! Przewietrzcie to miejsce", mroczny śmiech Killiana przerwał ciszę z drzwi biura. Pomachał żartobliwie dłonią przed twarzą, marszcząc nos, gdy wszedł do środka i dołączył do nas przy oknie obserwacyjnym. Wziąłem potężny łyk bimbru. Ognisty płyn wypalił szlak w moim gardle, oferując krótką, subtelną odskocznię od płonącego bólu pochłaniającego moją pachwinę. Nie odrywałem wzroku od parkietu, chłonąc każdy centymetr jej ciała, gdy tak staliśmy w cieniu, obserwując ją jak stado cichych prześladowców. "Więc co wam tak podkręciło soki?" zapytał Killian, opierając się o szybę. Spojrzał na nas z szerokim, cwaniackim uśmiechem. Jego czarne kosmyki układały się w schludnego irokeza, podkreślając te karmazynowe z nudów oczy, które nieustannie krzyczały "Weź mnie, jestem twój". Killian spędzał ostatnio mnóstwo czasu w kręgu starszyzny. Lyra została z nimi związana po swoim wyskoku z Miną, więc Killian kręcił się wokół, co jakiś czas przynosząc nam nowe, arcydzielne tatuaże, które Lyra z przyjemnością projektowała. Lady Morgaine zawsze mówiła, że grafiki Lyry były prawdziwym przejawem jej magii, pasującym do długiej linii magicznych tatuażystów. "Co u Lyry?" zapytał Beck, odchylając się z mrocznym uśmieszkiem. Moje oczy odmawiały opuszczenia mojego uwodzicielskiego kociaka. Ocierała się i śmiała z Rocco, a jej ciało poruszało się z naturalnym, odurzającym rytmem, podczas gdy noc powoli się ciągnęła, a tłum zaczął się przerzedzać. "Nudzi się jak zawsze, ale przesyła uściski i buziaki", odpowiedział Killian, krzyżując ramiona. "Więc odpowiecie na moje pytanie? Co wam tak podkręciło soki? Hmm..." Oczy Killiana przeskakiwały między naszą czwórką. Nie odezwaliśmy się ani słowem. Po prostu wskazaliśmy w stronę parkietu z jasnymi, drapieżnymi uśmiechami, ignorując bolesne pulsowanie w naszych spodniach. "Znajdź Rocco", polecił Reid z mrocznym śmiechem. Killian przeskanował rzednący tłum w dole, kaszląc w pięść, by ukryć swoje rozbawienie, gdy jego oczy w końcu spoczęły na naszym celu. Staliśmy w ciszy, popijając bimber. "Czy on tańczy z prawdziwą kobietą?" zaśmiał się Killian, odwracając się i opierając łokcie na parapecie z wysoce rozbawionym wyrazem twarzy. "Jest nowa w mieście", wyjaśnił Beck, a dziwny, zaborczy blask promieniował z jego twarzy. "I najwyraźniej miała przyjemność spotkać Mamę Elenę podczas lotu tutaj." Killian uniósł ciekawsko brew, studiując nasze sztywne postawy. "Wy czworo zachowujecie się dziwnie. Co tu się tak naprawdę dzieje?" Trafił w sedno. Wszyscy dzieliliśmy dokładnie ten sam cwaniacki wyraz twarzy, gdy w klubie powoli zbliżał się czas zamknięcia. "Powinniśmy mu powiedzieć?" Cade połączył się z nami mentalnie. Zerknęliśmy na Killiana, wiedząc doskonale, że potrafi czytać w nas jak w otwartej księdze. Zawsze twierdził, że ma z nami ten idealny "braterski przelot". Alistair i Sol adoptowali nas krótko po tym, jak zamieszkaliśmy z nimi, nadając nam nazwisko Vesperbourne. Killian natychmiast stał się częścią naszego zżytego braterstwa, włączając samego siebie w każdy, najmniejszy szczegół naszego chaotycznego życia, czy to dobry, czy zły. "Słuchajcie, wiem, że nie macie najczystszej przeszłości", powiedział Killian, wymierzając sarkastyczny palec w moją klatkę piersiową, by podkreślić swój punkt widzenia. "Ale z tego, co widzę, to to małe coś tam na dole wywołało coś poważnego. Więc wyśpiewajcie to. Bo spójrzmy prawdzie w oczy, balansujecie na granicy stalkingu, stojąc tu w ciemności i obserwując, jak ona się kołysze, zwłaszcza że normalnie jesteście cały czas wyluzowani." "Mała komplikacja", westchnął Cade, pocierając nasadę nosa z pomarszczoną miną. "Ona jest człowiekiem." "Do czego zmierzasz?" Killian natychmiast zripostował. "Lyra jest sklasyfikowana jako człowiek z nadprzyrodzonymi mocami jako Wiedźma." Odwróciliśmy się od okna, opierając się o parapet ze skrzyżowanymi nogami, zastanawiając się nad realiami sytuacji. "Ja to widzę tak", kontynuował Killian, machając rękami jak pijany Włoch. "Jeśli Mama Elena pozwoliła Rocco zabrać ją na miasto, doskonale wiedząc, jak bardzo jest ekstrawagancki i jak dzikie bywa jego imprezowe życie, to musiała wyczuć coś wyjątkowego w tej młodej damie tam na dole. Chciała, żeby ktoś ją odkrył. Zaryzykujcie, chłopaki. Zabiegajcie o nią. Dowiedzcie się o niej czegoś. Poznajcie ją. Ale cokolwiek zrobicie, nie stójcie tu tylko i nie marudźcie, dopóki jakiś inny bujający się kutas nie wkroczy i jej nie sprzątnie." Killian posłał nam mroczny uśmieszek, zerkając przez ramię w stronę szyby. "Dlaczego nie zaczniecie teraz?" dodał, wskazując kciukiem w stronę parkietu. Obróciliśmy gwałtownie głowy. Na dole przy głównych drzwiach, Rocco niósł ją na rękach. Chichotała dziko, machając rękami wokół siebie w kompletnym pijanym otępieniu, podczas gdy on zmierzał do wyjścia. "Kurwa!" krzyknęliśmy chórem. W biurze wybuchła panika. Reid rzucił się przez biurko, łapiąc kluczyki do naszego czarnego Range Rovera. Wybiegliśmy za drzwi biura, złażąc po tylnych schodach ratunkowych niczym wściekli marynarze opuszczający tonący statek. Wylądowaliśmy na nogach na samym dole, rzucając szybkie, desperckie spojrzenia po mokrej uliczce. Ciężki londyński deszcz uderzał o bruk. Range Rover piknął, gdy został odblokowany. Killian opierał się już o tylne drzwi, wyglądając jak totalny mądrala. "Zapomnieliście o mnie", zaśmiał się mrocznie Killian. Wczołgał się na tylne siedzenie masywnego SUV-a, podczas gdy Reid rzucił się za kółko. Wpakowaliśmy się do środka, zatrzaskując ciężkie drzwi w momencie, gdy pojazd był już w ruchu. Reid wrzucił wsteczny. Opony zapiszczały dziko, ślizgając się po śliskim, zalanym deszczem asfalcie, zanim złapały przyczepność. Wdepnął hamulec, wrzucając bieg do jazdy naprzód. "Ja pierdolę, Reid!" warknęliśmy chórem, walcząc o odzyskanie równowagi po nagłym, brutalnym zatrzymaniu. Nasze głowy uderzyły o skórzane zagłówki, a nasze ciężkie kończyny zderzyły się w ciasnej kabinie. Potarłem świeżego guza formującego się na moim czole, wydając z siebie niski, warczący syk. "Patrzcie!" rozkazał Reid, ściskając mocno kierownicę i wpatrując się przez pokrytą smugami deszczu przednią szybę. Beck wychylił się z tyłu, uśmiechając się złowieszczo ponad fotelem pasażera. Skupiliśmy naszą uwagę na przodzie dokładnie w momencie, by zobaczyć Rocco stojącego przy swoim Mini Cooperze. Delikatnie wsadził naszego bardzo pijanego kociaka na przednie siedzenie pasażera, posyłając jasny uśmiech, gdy zapiął jej pas bezpieczeństwa. Zamknął drzwi i podbiegł dookoła na stronę kierowcy, chroniąc głowę przed ulewą. "O kurwa mać!" Killian zaśmiał się mrocznie z tylnego siedzenia. Nie mogliśmy powstrzymać chichotu na widok absolutnego absurdu tej sytuacji. Maleńkie, wyczernione gówno, znane jako Mini Cooper, z niesławną brytyjską flagą namalowaną na dachu, odkleiło się od krawężnika i zaczęło lawirować w śliskim ruchu miejskim. "Nie zgubcie go", zażądał Cade, uderzając w tył fotela Reida w surowym podnieceniu. Reid ścisnął kierownicę, z zaciśniętą szczęką. Wdepnął gaz, a masywny silnik Range Rovera zaryczał, budząc się do życia. Bez litości przebijaliśmy się przez gęsty deszcz i późnonocnych kierowców, siedząc na ogonie tego małego, gównianego samochodziku, gdy Rocco bez wysiłku przemykał przez kręte ulice. Nagle ostra wibracja na moim udzie przerwała moje intensywne skupienie. Bzz... Bzz... Sięgnąłem do kieszeni, wyciągając telefon. Ekran rozświetlił ciemną kabinę, ujawniając nową wiadomość tekstową od Rocco.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Elara – Dzikie Akordy: Naznaczona przez Watahę Vesperbourne | Czytaj powieści online na beletrystyka