Rocco:
„Co się stało?” Pędziłem korytarzem, omijając kilku strażników gaszących mniejsze pożary, pełzające po zwęglonych mahoniowych ścianach. Zatrzymałem się przed zapadniętym solarium, z którego pękniętego, szklanego dachu buchały ciężkie kłęby dymu.
Przeszukując wzrokiem rzeź i gruzy, gdy z ryczącego chaosu głosów echem niosły się jęki. Wskazałem palcem na hałdy osuwającego i rozpadającego się
















