Thalia:
Miękkie drapanie moich palców odbijało się echem w szybie wentylacyjnym, a maleńkie serce uderzało dziko w mojej dyszącej klatce piersiowej. Pędziłam tak szybko, jak tylko te cholernie krótkie nóżki potrafiły mnie nieść. Pojawiła się wielka żeliwna krata wentylacyjna; przeskoczyłam gładko nad kanałem, zeskakując do piwnicy i zwalniając krok, gdy na horyzoncie wyłonił się gabinet Malachaia
















