Dzikie Akordy: Naznaczona przez Watahę Vesperbourne

Dzikie Akordy: Naznaczona przez Watahę Vesperbourne

Autor: Aeliana Moreaux

Masturbowanie się do wspomnienia o Elarze
Autor: Aeliana Moreaux
29 lip 2026
Kaelen: Szybko wyrywam telefon z uścisku Killiana, zanim jego ciężkie palce zdążą zgnieść delikatne szkło i plastikową obudowę. Ekran świeci jasno w ciemnej kabinie Range Rovera, wyświetlając przychodzącą wiadomość tekstową od Rocco. "Cześć, Dupki! Wiem, że za mną jedziecie. Zabieram ją z powrotem do mojego mieszkania. ZBYT PIJANA, ŻEBY PAMIĘTAĆ ADRES 👅" Killian śmieje się mrocznym, drwiącym dźwiękiem z tylnego siedzenia, poruszając krzaczastymi brwiami w moim kierunku. Ignoruję jego drwiny. Reid mocno kręci kierownicą, posyłając masywnego SUV-a w wąską, boczną alejkę. Opony chlapią przez głębokie kałuże. Wyskakujemy na ostrym zakręcie dokładnie naprzeciwko mieszkania Rocco, ukrytego tuż na obrzeżach miasta. Deszcz dudni o dach samochodu. Przez rozmazaną od deszczu przednią szybę patrzymy, jak Rocco niesie naszego małego, pijanego kociaka w stronę swoich drzwi wejściowych. Stukam w ekran telefonu, szybko wpisując żądanie. "Jej imię?" Naciskam wyślij. Wewnątrz mieszkania na parterze migoczą miękkie światła salonu. Przez czarno-białe, okrągłe zasłony sylwetka Rocco porusza się z gracją po pokoju. Ignoruje brzęczenie swojego telefonu. Delikatnie kładzie ją na sofie, unosząc jej smukłe nogi, by ostrożnymi dłońmi zsunąć jej czarne szpilki. Wibruję w fotelu, a moją szczękę ściska skurcz. Jestem o sekundy od wypchnięcia śmiejącego się tyłka Killiana przez drzwi samochodu, wparowania do tego mieszkania i powiedzenia Rocco dosadnie, co o tym myślę. Bzz. Bzz. Telefon podskakuje mi w dłoni jak gorący kartofel. Moi bracia wychylają się z tylnego siedzenia, gapiąc się na świecący ekran jak stado ciekawskich, zapatrzonych w gwiazdy szczeniaków. "Elara 😊" "Elara", wypowiadam na głos. Imię zsuwa się pięknie i idealnie z mojego języka. Czuć, że pasuje do moich ust. Zanim zdążę rozwodzić się nad dziwnym, ciężkim ciepłem rozlewającym się w mojej klatce piersiowej, seria mocnych stuknięć w szybę po stronie kierowcy wstrząsa nami. Warczymy i syczymy, przenosząc naszą uwagę na szkło. Reid opuszcza szybę. Rocco stoi w deszczu, posyłając nam uśmiech. Reid nie waha się ani chwili. Wyskakuje przez okno, owijając swoje grube ramię wokół szyi Rocco i wciągając go w brutalny chwyt za głowę, przyciskając go do ramy drzwi. "Niech to szlag, Rocco!" Cade uderza Rocco mocno w tył głowy. Stłumione stęknięcie ucieka z ust Rocco. Reid puszcza swój żelazny uścisk. Rocco wyślizguje się z powrotem przez okno, pocierając swoje mokre, rozczochrane włosy z cichym warknięciem. Jego oczy błyskają niebezpiecznym, czerwonym odcieniem, ostrzegając nas, że jego bestia zaczyna się złościć. "Za co to było, dupku?" warczy, uderzając Reida w ramię. "Cóż, gdybyś przestał zachowywać się jak kutas, byłbym milszy", śmieje się Reid, odchylając się z powrotem na swój skórzany fotel. Pochylam się do przodu, wstawiając się bezpośrednio między Reida a Becka. "Dlaczego pozwoliłeś jej aż tak bardzo się upić?" Rocco nerwowo pociera kark. Rozgląda się w górę i w dół śliskiej, pustej ulicy, aby upewnić się, że nikt nie kryje się w cieniach. Opiera ramiona o krawędź drzwi, a deszcz kapie mu z brody. "Ta dziewczyna potrafi pić. Wciągnęła shota w sekundę, w której weszliśmy do klubu, nie wspominając o dwóch, które obaliła podczas naszej małej konfrontacji wcześniej." Rocco chichocze cicho. Moi bracia wymieniają ciekawe spojrzenia. Killian wychyla się do przodu w stronę drzwi. "Musi lubić ssać." Chór ostrzegawczych warkotów wybucha z naszej czwórki. Killian unosi ręce w udawanym poddaniu, śmiejąc się jeszcze głośniej. "Żartuję! Tylko żartuję." "Tym razem ci odpuścimy", mówi Beck z tylnego siedzenia, rzucając mroczne spojrzenie przez ramię. Kręcę głową z irytacją, skupiając się z powrotem na Rocco. Stuka palcami o mokre drzwi, a jego wspaniały uśmiech znika, ustępując miejsca czemuś znacznie poważniejszemu. "Nie wiem, co to jest, ale wydaje się czymś strapiona. Na początku była powściągliwa. Ale po kilku drinkach rozkwitła jak jasna spadająca gwiazda. Powiedziała mi nawet, że została przyjęta z pełnym stypendium na program Sztuk Pięknych w zakresie tańca i muzyki." Jego uśmiech promieniuje od ucha do ucha. Mam ochotę obedrzeć gnoja ze skóry za to, że wygląda na tak szczęśliwego z jej powodu. Odchylam się w fotelu. Coś jest nie tak. Jest człowiekiem, tyle wiem. Poczułem jej zapach w klubie. A jednak wydaje się zupełnie inna od kogokolwiek, kogo kiedykolwiek spotkaliśmy na naszej drodze. Moje instynkty drapią mnie od wewnątrz po klatce piersiowej, domagając się odpowiedzi. Otwieram kontakty i znajduję Maddoxa. "Hej, jesteś zajęty?" piszę, stukając palcem w ekran. Chłopaki kontynuują swoje przekomarzanie dookoła mnie, ale ja mam misję. Bzz. "Próbuję tylko zapanować nad szczeniakami. Co tam?" odpowiada Maddox. Uśmiecham się pod nosem, wyobrażając sobie, jak gania czwórkę dzikich maluchów po domu, siejąc niekończące się zamieszanie. "Możesz sprawdzić The International School of Fine Arts? Prześwietl nowych studentów z pełnym stypendium. Imię Elara. Nazwisko nieznane." Łapię Killiana, który wychyla się przez moje ramię, czytając rozmowę z mrocznym uśmieszkiem. Wbijam mu mocno łokieć w żebra, odpychając go do tyłu. "Dobra, Sherlocku", chichocze cicho Killian. Reid wrzuca bieg i ruszamy. Około dwudziestu minut później wjeżdżamy na brukowane rondo naszej dużej, wiejskiej willi. Bujne, zielone trawniki rozciągają się pod nocnym niebem. Deszcz przeszedł w łagodną mżawkę. "Nie ma to jak w domu", mruczy Cade, gdy wytaczamy się z SUV-a. Wchodzimy po wytartych, granitowych schodach. Popycham ciężkie dębowe drzwi, wkraczając do holu w wiejskim stylu. Duży żyrandol z kutego żelaza zwisa z wdziękiem ze sklepienia, rzucając ciepły blask na podłogę z naturalnego kamienia. Zatrudniamy tylko niewielki personel – dwie pokojówki i lokaja, by nadzorowali sprzątanie i codzienne utrzymanie. Macy, Sadie i Julian to miejscowe wilki, które potrzebują stabilnego dochodu dla swoich rodzin, pracują od poniedziałku do piątku. Przez resztę czasu sami zajmujemy się gotowaniem, praniem i stajniami. Dziś wieczorem dom należy do nas. "Chłopcy!" Radosny głos Sol odbija się echem z korytarza. Wyskakuje zza rogu, zarzucając nam ramiona na szyję. Rozdaje całusy w policzki i uściski. W momencie, gdy dociera do Killiana, jej zachowanie odwraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Chwyta ciężką poduszkę z sofy i bierze potężny zamach, uderzając Killiana mocno w bok głowy z głośnym plaśnięciem. "Uch!" Killian się potyka, pocierając tył głowy z mrocznym, ponurym wyrazem twarzy. "Co znowu zrobiłem?" "Zapomniałeś mi powiedzieć, że Mama Elena jest w mieście!" syczy Sol, obnażając kły w żartobliwym, ale niebezpiecznym pokazie. Alistair wychodzi z cienia, opierając się swobodnie o kamienny łuk prowadzący do wielkiego salonu. Krzyżuje leniwie ramiona, obserwując, jak jego przeznaczona strofuje Killiana z warczącym śmiechem. "Ona powiedziała, że już wiecie!" jęczy Killian. Sol łapie Killiana za kołnierz kurtki i zaciąga jego masywne ciało do salonu, rzucając go na duży, beżowy narożnik. Stoi nad nim, dając mu dziką, przerysowaną reprymendę, uderzając go poduszką raz za razem. "Chłopcy", wita nas Alistair z uśmiechem. Wchodzimy do salonu. Alistair zdążył już nalać kieliszki gęstej, bursztynowej brandy. Rozdaje je. Sadowimy się w fotelach, układając się wygodnie, gdy oglądamy dramat na żywo rozgrywający się na środku pokoju. Sol rzuca niespójnymi przekleństwami, okładając Killiana poduszką, podczas gdy ten próbuje blokować ciosy. Alistair bierze łyk swojej brandy. Patrzy na nas swoimi ostrymi oczami, którym nic nie umyka. "Więc co was tak bardzo spięło, chłopcy?" Beck i Cade jednocześnie się krztuszą, wypluwając odrobinę brandy z powrotem do swoich kieliszków. Posyłają mi spojrzenia z szeroko otwartymi oczami. "Wyśpiewaj", żąda Alistair przez naszą mentalną więź, a jego głos odbija się czystym echem w mojej głowie. Biorę potężny łyk mojej brandy. Łagodny, drzewny płyn wypala ślad w moim gardle, ogrzewając mój żołądek, ale w żaden sposób nie gasi ognia w moich żyłach. Odchylam się, podłączając się do mentalnej więzi. "Kiedy po raz pierwszy wpadłeś na Sol, jak się czułeś?" pytam go, zachowując całkowicie pusty wyraz twarzy. Reid śmieje się głośno przez więź. "Wpadł? Został znokautowany w chuj." Alistair kiwa głową, celując palcem w Reida i posyłając mu żartobliwe mrugnięcie. Utrzymuje neutralny wyraz twarzy, by nie przerywać Sol, która teraz krąży dziko za narożnikiem, a jej dłonie machają szaleńczo w powietrzu. Przez więź ton Alistaira zmienia się na coś głębokiego. "Odpowiadając na twoje pytanie... czułem to jako absolutną, prymitywną konieczność. Musiałem wiedzieć wszystko o tej bogini, która zwaliła mnie z nóg." Jego słowa uderzają głęboko. Prawda płonie zaciekle w samym środku mojej klatki piersiowej. Wirujące gorąco unoszące się w moim żołądku potwierdza wszystko. Moje ciało boli na myśl o jej dotyku. Kiwam głową w cichej zgodzie, wpatrując się w bursztynowy płyn w moim kieliszku. Alistair pochyla się do przodu, opierając łokcie na kolanach. Na jego ustach pojawia się dumny uśmiech. "Spotkałeś swoją przeznaczoną, prawda?" pyta, a w jego mentalnym głosie wyraźnie słychać dumę. Zanim zdążę odpowiedzieć, Beck psuje ten moment. Odzywa się na głos, a jego ton jest mroczny i szorstki. "Jeden mały problem. Ona jest człowiekiem." Cisza zapada w pokoju. Beck przygryza wargę, wpatrując się w pusty kieliszek w dłoni, zanim chwyta butelkę, by nalać sobie więcej. "Och. Cóż, to interesujące", mruczy Alistair, odchylając się leniwie na narożniku z luźno rozchylonymi kolanami. Widok go w spodniach dresowych, zachowującego się normalnie, ostro kontrastuje z jego zwykłym, surowym, biznesowym ubiorem. "Jest tu na pełnym stypendium w programie Sztuk Pięknych", mówię, wypuszczając ciężkie westchnienie i przecierając dłońmi wyczerpaną twarz. "Ale coś w jej ludzkiej stronie wydaje się inne." Alistair wzdycha. "A może byście poszli trochę pospać, chłopcy, a jutro o tym porozmawiamy. Brzmi dobrze?" Unosi rękę, chwytając latającą poduszkę ganiącym palcem. W mgnieniu oka znika z narożnika, pojawiając się z głośnym piskiem tuż za Sol. Znów znikają z charakterystycznym 'puf', całkowicie ulatniając się z pokoju. "Ugh, poważnie", mruczą Beck i Cade, kręcąc głowami. Przechodzimy przez parter, gasząc główne światła, aż zostają włączone tylko małe lampki na stolikach. Z każdym moim krokiem intensywny ból w moim ciele staje się coraz bardziej irytujący. Ciągnie mnie w klatce piersiowej – to ciężkie, ciągnące uczucie kierujące mnie prosto z powrotem do miasta. Idziemy długim korytarzem w stronę naszego wspólnego skrzydła. Macham moim braciom na dobranoc i wślizguję się do swojej sypialni, zamykając za sobą ciężkie dębowe drzwi. Opadam na moją karmazynowo-czarną pościel. Poduszki podskakują gwałtownie od uderzenia. Miękkie oświetlenie z podwórka tańczy delikatnie na wielopoziomowym suficie. Wypuszczam z siebie ciężkie westchnienie. "Dlaczego teraz?" szepczę do tańczących cieni. Zdejmuję moje brudne ubrania, rzucając je na podłogę. Chłodne twarde drewno nie przynosi ulgi mojej płonącej skórze, gdy idę moim zaspanym tyłkiem do klasycznej, odrestaurowanej łazienki. Przekręcam pokrętło prysznica na maksa, a rury budzą się do życia z syczącym rykiem. Para bucha gniewnie ze szklanej kabiny, szybko pokrywając mgłą lustra. Wchodzę pod kaskadę wody. Gorąca jak ukrop woda uderza w moje ramiona, ale mój umysł jest mile stąd. Myśli o Elarze pochłaniają mnie całkowicie. Widzę jej jasny, wspaniały uśmiech. Odtwarzam w myślach wspomnienie jej bujnych krągłości, tego, jak jej biodra poruszały się w klubie, tej surowej niewinności ukrytej za jej strapionymi oczami. Moje ciało reaguje z brutalną, bezlitosną szybkością. Natychmiastowa, pulsująca, twarda jak głaz erekcja napina się na mojej skórze. Krew rusza na południe, sprawiając, że mój kutas puchnie do bolesnych rozmiarów. Patrzę w dół na moje pulsujące podniecenie, na grube żyły uwydatniające się na trzonie. "Kurwa", przeklinam pod nosem. Miałem swój sprawiedliwy udział, jeśli chodzi o kobiety, ale nigdy wcześniej nie doświadczyłem tak niekontrolowanej reakcji fizycznej. Sama myśl o jej imieniu sprawia, że mój kutas drga i sączy preejakulat, mieszając się z gorącą wodą spływającą po moim brzuchu. Mój oddech więźnie w piersi. Oplatam mocno dłoń wokół mojego nabrzmiałego trzonu. Uścisk jest przyjemny, ale to nie wystarcza. Zaczynam szybko walić konia, gładząc mojego twardego kutasa pod gorącą, kaskadową wodą. Pompuję moją pięścią w górę i w dół, czując jak napięta skóra przesuwa się po ciężkiej żołędzi. Głęboki, gardłowy jęk wyrywa się z mojego gardła, odbijając się echem od mokrych kafelków. Gorąco wewnątrz mnie doprowadza mnie do szału – to gorączka, która domaga się przełamania. Chwytam ciężar moich jąder, pieszcząc się z zaciekłą intensywnością. Mój kciuk pociera wrażliwy czubek, a moje biodra napierają do przodu w mój własny uścisk, goniąc za uwolnieniem. Tarcie przeradza się w oślepiające ciśnienie. Zaciskam zęby, a moje mięśnie sztywnieją. Orgazm uderza we mnie jak pociąg towarowy. Potężne, ciężkie uwolnienie rozdziera moje ciało. Głośno stękam, gdy gęste strugi spermy wystrzeliwują z mojego kutasa, zmywane przez parującą wodę. Przyjemność jest ostra i pochłaniająca, zostawiając mnie ciężko dyszącego przy śliskiej ścianie prysznica. Ale gdy fizyczny haj mija, pierwotny głód powraca, rycząc głośniej niż wcześniej. Moja ręka po prostu nie wystarczy. Kiedy patrzę w dół na opadającą erekcję, moje surowe, dominujące instynkty drapią mój umysł. Nie chcę walić konia pod pustym prysznicem. Pragnę jej ciała. Muszę rozchylić jej uda, wbić z impetem mojego twardego kutasa głęboko w jej ciasną, gorącą cipkę i brutalnie wziąć ją w posiadanie. Chcę napawać się nią, dopóki nie zostanie z niej nic.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Masturbowanie się do wspomnienia o Elarze – Dzikie Akordy: Naznaczona przez Watahę Vesperbourne | Czytaj powieści online na beletrystyka