**Mordecai**
Ktoś bez przerwy dobijał się do drzwi gabinetu. Mimo bycia ignorowaną, osoba ta nie przestawała. Przewrócił oczami, skupiając całą swoją uwagę na papierach leżących przed nim, ale miał trudności ze spojrzeniem gdziekolwiek indziej niż na drzwi.
"Na litość boską", wyszeptał poirytowany natrętem. "Wejść!" krzyknął. Drzwi omal nie wyleciały z zawiasów i na kolana przed nim padła poko
















