Zrozpaczony, zraniony i rozwścieczony gorzką konfrontacją, Rhydian przedzierał się lekkomyślnie przez gęsty, mroczny las. Gałęzie smagały go po twarzy i szarpały ubranie, ale on nie zwalniał. Schylił się pod nisko zwisającym konarem i przeskoczył przez potężną, gnijącą kłodę, a jego buty z łoskotem uderzały o wilgotną ziemię. Szukał jedynej kobiety na świecie, która rozumiała jego udręczoną duszę.
















