– Wynocha! – rozkazał Rhydian tłumowi, jakby był panem tego miejsca. Ku jego zaskoczeniu, wszyscy, łącznie z jego matką, odsłonili szyje i odwrócili się, by wyjść.
– Nie ty, matko, ty zostajesz tu, gdzie stoisz! – Jego głos był lodowaty, a pobrzmiewająca w nim groźba sprawiała, że każda żywa istota trzęsła się ze strachu.
Jego matka nie była już Luną. Jej partner nie żył; nie spróbował nawet stawi
















