Rhydian biegł w stronę miejsca, w którym zostawił Lorda Mordecai'a i swojego najlepszego przyjaciela, błagając Bogów, by ich tam nie było. Wiedział, że nie będzie w stanie dłużej kontrolować Karna. Gdyby ci dwaj mężczyźni rzucili choćby okiem na Gwen, przeszedłby niewyobrażalnie bolesną, wymuszoną przemianę, a u jego stóp wylądowałyby dwa trupy. Nie mógł na to pozwolić.
– Rhydian! – Gwen uczepiła
















