– Rhydianie, skarbie, co ty tu robisz? – Edith weszła do gabinetu. Zasłony były zaciągnięte, przez co pokój był ciemny niczym jaskinia. Musiała iść z wyjątkową ostrożnością, omijając zniszczone meble i puste butelki po whiskey.
– Nie było jej tam – odparł słaby, płaczliwy głos. Edith zamarła w bezruchu, ze wszystkich sił starając się zlokalizować postawnego mężczyznę gdzieś w pomieszczeniu. Rhydi
















