**Luna**
Gęsty las otaczający granice stada trwał zamarznięty w przytłaczającej, cichej ciemności. Gęsty baldachim starożytnych, poskręcanych dębów odcinał światło księżyca, pogrążając poszycie lasu w duszącej, smoliście czarnej otchłani. Nie cykały świerszcze; w oddali nie pohukiwały sowy. Powietrze wydawało się ciężkie, niosąc ze sobą wilgotny zapach gnijących liści i mokrej ziemi. Luna siedział
















