Zanim wjeżdżamy z turkotem z powrotem na dziedziniec Akademii, niebo już ciemnieje, a latarnie wzdłuż ścieżek świecą niczym uwięzione świetliki. W powietrzu panuje cisza, z wyjątkiem cichego gwaru śmiechu i rozmów dobiegającego z jadalni. Dzięki bogom. Ostatnie, czego potrzebuję, to żeby ktoś zobaczył, jak targam małą fortunę w meblach przez męski akademik. Zaczarowane żetony wlatują za nami jak p
















