**Zane**
Zanim docieramy do akademików, Leander wygląda mniej jak burza ogniowa, a bardziej znowu jak człowiek, choć dym wciąż słabo unosi się na jego skórze. Popycham drzwi ramieniem, wpuszczam go do środka gestem ręki i zamykam je za nami. Między nami zapada ciężka cisza, przerywana jedynie szuraniem krzeseł, na które opadamy. "Jak się ma?" pyta w końcu. Jego głos jest szorstki i odarty ze wszys
















