Kiedy dotarliśmy na miejsce, targowiska pękały już w szwach. Stragany ciągnęły się wzdłuż brukowanych uliczek, oferując wszystko – od świecących wypieków po butelki ze światłem księżyca w szklanych słojach. Czarownice targowały się o wstążki mieniące się różnymi kolorami, fae kłócili się o zaklęcia iluzji, a gdzieś w oddali zespół grał miękkie, melodyjne nuty, które brzmiały jak śmiech uwięziony w
















