**Leander**
Zane i ja staliśmy w miękkiej, pokrytej rosą trawie przez coś, co wydawało się wiecznością, a chłodne nocne powietrze omywało naszą skórę, gdy w końcu rozplątaliśmy zawiłe węzły zazdrości i nieporozumień między nami. „Wyjaśniliśmy sobie ten cały syf”, jak ujęłaby to Elly z tym szelmowskim błyskiem w oku i swoim dosadnym, ujmującym sposobem ucinania dramatów. Czułem się wyzwolony, jakby
















