Rzucam się w bok, a moje buty ślizgają się w błocie. Pazury rozdzierają powietrze w miejscu, gdzie zaledwie uderzenie serca temu znajdowała się moja klatka piersiowa. Moje plecy uderzają w drzewo, a panika przylega do mnie, paląca do białości i dławiąca. Ruszaj się, Elowen. Nie zamarzaj. Syfon we mnie ożywa, niespokojny. Nie tylko jasna niczym burza nić mocy Thorne'a, którą wciąż przechowuję. Nie,
















