Jestem w połowie szlaku, zanim w ogóle zdaję sobie sprawę, że się ruszam. Moje buty uderzają mocno w ziemię, każdy krok wybija wściekłość siedzącą głęboko w mojej piersi. Chata Thorne'a znika za mną, ale jego głos – jego kurewska obojętność – dzwoni mi w głowie.
„Nic jej nie jest.”
„Nie potrzebuje ratunku.”
„Gdyby chciała zostać znaleziona…”
Zaciskam zęby tak mocno, aż boli mnie szczęka. Powinien
















