Gwar w sali cichnie w ułamku sekundy, gdy drzwi otwierają się z impetem. Do środka wkracza kobieta – wysoka, budząca respekt, o burzy miedzianych loków, które łapią światło niczym ogień. Jej złote oczy omiatają klasę, ostre i nieprzejednane; to ten typ spojrzenia, który mówi, że zdążyła już skatalogować każdego z nas i uznać za niewystarczającego.
– Na miejsca i zamknąć jadaczki – mówi, a jej głos
















