**Elowen**
Macy wciąż posyła mi ten porozumiewawczy uśmieszek, kiedy nagle klaszcze w dłonie, a jej oczy rozbłyskują, jakby właśnie wpadła na najlepszy pomysł w swoim życiu. – Dobra – mówi, zrywając się z kanapy – ty i ja jedziemy do miasta. Brunch, kofeina, a potem... – odwraca się dramatycznie w moją stronę – kupowanie sukienek na Festiwal Światła Księżyca!
Mrugam. – Brunch?
– I sukienki! – dod
















