Akademik 709: Igranie ze smoczym ogniem

Akademik 709: Igranie ze smoczym ogniem

Autor: Lucien Vesper

Splot.
Autor: Lucien Vesper
19 lip 2026
Zanim świecące linie na mapie doprowadzają mnie do Sali Wykładowej A, pomieszczenie jest już pełne. Dziesiątki uczniów wypełniają wznoszące się rzędy z chrupiąco sztywnymi mundurkami, ich głosy brzęczą jak w ulu, podczas gdy iskry magii migoczą na opuszkach palców lub leniwie unoszą się nad pergaminami. Mój żołądek się zaciska, gdy skanuję salę wzrokiem. Oczywiście jedyne wolne miejsce znajduje się z tyłu. Wspinam się po schodach po dwa stopnie naraz, a torba uderza mnie o biodro, po czym bez wahania wślizguję się na miejsce. Chłopak obok mnie podnosi wzrok w momencie, gdy siadam. Cały składa się z ostrych krawędzi i uśmieszków, z potarganymi, ciemnymi włosami, które same w sobie wyglądają jak broń. Jego oczy są ciemnobrązowe, z dziwnym, kasztanowym przebłyskiem, łapiącym światło niczym tlące się węgle. Błyszczy w nich chochlik, śmiały i bezwstydny. Świetnie. Dokładnie ten typ chłopaka, z którym nie mam najmniejszej ochoty mieć do czynienia. Rzucam torbę na ławkę, spuszczam głowę i całkowicie go ignoruję. Jego łobuzerski uśmieszek tylko się poszerza, ale się nie odzywa… Jeszcze nie. Drzwi na przedzie auli otwierają się ze zgrzytem, a przez salę przetacza się cisza. Do środka wkracza wysoka kobieta, a jej srebrne szaty łapią światło niczym fale na wodzie. Ma kościstobiałe włosy zaplecione w warkocz spływający na plecy, a jej skóra lekko lśni łuskami na krawędziach kości policzkowych. Jej ostre, szkliste oczy mają niesamowity odcień bladej morskiej zieleni. "Dzień dobry wszystkim" – mówi spokojnym, acz stanowczym głosem. "Widzę, że mamy dzisiaj nową uczennicę. Przedstawię się zatem raz jeszcze. Nazywam się profesor Seryna Kael i będę waszą instruktorką w zakresie Teorii Magii Tajemnej". Ten tytuł do niej pasuje. Kael porusza się jak ktoś, w czyich kościach zwinięte są w kłębek całe stulecia. Gdy dociera na przód, kładzie jedną dłoń na mównicy. Wzdłuż jej palców słabo iskrzy magia, powietrze trzaska, gdy drewno reaguje na jej dotyk. "Zaczynajmy" – kontynuuje, omiatając aulę oczami, którym nic nie umyka. "Teoria Magii Tajemnej nie dotyczy tego, jak rzucacie zaklęcia, ale dlaczego magia zachowuje się tak, a nie inaczej. Wszyscy nią władacie, owszem, ale władza bez zrozumienia to ostrze w rękach dziecka". Chłopak obok mnie wydaje z siebie cichy śmiech, a ja czuję na sobie jego wzrok. Ja jednak nie spuszczam oczu z profesor. "Po pierwsze" – mówi Kael, strzepując dłonią. Świetlista siatka światła wystrzeliwuje w powietrze, wypełniając przód sali. Nici złota i błękitu splatają się ze sobą niczym pajęczyna, słabo pulsując. "Oto Splot. Wiąże wszystko: powietrze, którym oddychacie, ziemię, po której stąpacie, a nawet myśli w waszych głowach. Magii się nie tworzy, czerpie się ją ze Splotu". Uczniowie z furią notują w swoich zeszytach. Ja tylko się gapię, na próżno usiłując nie otwierać ust z wrażenia. "Każda magiczna rasa ma z nim inną więź" – ciągnie. "Zmiennokształtni czerpią instynktownie ze swoich rodowodów, wiedźmy poprzez sztukę mówioną, fae dzięki paktom i przysięgom. Czarnoksiężnicy…" – jej wzrok pada na ich grupę w pierwszym rzędzie – "są bardzo podobni do wiedźm, a widzący, co oczywiste, dostrzegają przepływ Splotu ku temu, co może nadejść". Przełykam ślinę. Ani słowa o Wysysaczach. Żadnej wzmianki o tym, że ktoś taki jak ja w ogóle istnieje. Głos Kael staje się ostrzejszy. "Ale Splot nie jest nieskończony. Każda pociągnięta nić ma swoją cenę. Zużyjcie za dużo, a sami spłoniecie. Nagnijcie w złą stronę, a odskoczy z konsekwencjami". Pozwala tym słowom zawisnąć w powietrzu na chwilę, po czym zamyka dłoń. Świetlista siatka zapada się w pojedynczą, żarzącą się iskrę unoszącą się nad jej dłonią. "Tym właśnie" – mówi cicho – "jest Teoria Magii Tajemnej. Zrozumieniem nie tylko daru, który posiadacie, ale i kosztów, jakich on wymaga". Sala milknie, wypełniona dziesiątkami szeroko otwartych oczu, drapiących piór i iskrami niespokojnej magii. Chłopak z potarganymi czarnymi włosami obok mnie przysuwa się na tyle blisko, by jego głos musnął moje ucho. "Wygląda na to, że już robisz notatki, przybłędo. Nie sądziłem, że ci zależy". Sztywnieję, ściskając długopis mocniej. Notatki? Nie... Ale słuchałam każdego słowa, ponieważ jeśli Syndykat uważa, że mnie posiada, muszę wiedzieć dokładnie, do czego planują mnie użyć. Profesor Kael pozwala kolejnej iskrze magii unosić się nad jej dłonią przez dłuższą chwilę, a bladoniebieskie światło rzuca ostre cienie na jej rysy fae. Następnie strzepuje palcami, a iskra strzela w górę, wplatając się w cienką nić płonącego złota. "Większość z was" – mówi – "wierzy, że magia jest wasza. Że tkwi w was, czekając, byście nagięli ją do swojej woli". Nić pogrubia się, zamieniając w linę napiętą do granic między jej rękami. "W rzeczywistości jednak wy ją pożyczacie. Bierzecie od Splotu i jesteście mu winni zapłatę". Kolejnym gwałtownym ruchem jej dłoni lina wystrzeliwuje, przybierając kształt włóczni. Energia brzęczy w auli, ostra i naelektryzowana, a włoski na moich rękach stają dęba. Uczniowie pochylają się do przodu, z szeroko otwartymi oczami i oczarowani. "A teraz" – mruczy Kael głosem tak cichym, że niemal nie do wyłapania – "co się dzieje, gdy weźmiecie więcej, niż jesteście w stanie spłacić?" Ciska włócznią przez całą salę. Uderza w kamienną ścianę z hukiem, który aż wprawia w drżenie ławki. Wśród uczniów przetaczają się westchnienia i nerwowy śmiech, aż nagle włócznia odskakuje z powrotem niczym gumka recepturka, z brutalną siłą wbijając się w pierś Kael. Uderzenie wyzwala na jej ciele trzaskające iskry, rozświetlając jej szaty w blasku niebieskiego ognia. Chwieje się na jeden krok, ale jej ostry uśmiech nawet nie słabnie. Pojedynczym strzepnięciem magia zostaje ugaszona, pozostawiając po sobie tylko dym wijący się w powietrzu. W sali ponownie zapada cisza. "To" – mówi chłodno, strzepując ze zmarszczki niewidzialny kurz – "jest odpowiedź Splotu na arogancję. Im większa kradzież, tym większe rykoszety. Historia usiana jest trupami głupców, którzy uważali się za potężniejszych niż prawo, które wiąże nas wszystkich". Mój uścisk na długopisie staje się tak silny, że knykcie bieleją. Jeśli to, co mówi, jest prawdą, jakim cudem przetrwałam to całe wysysanie przez te wszystkie lata? Ręka strzela w górę gdzieś w okolicy pierwszego rzędu. "Jak to się ma do nas?" – pyta, a jego głos z łatwością niesie się po auli. "Moc zmiennokształtnych pochodzi z krwi, a nie z jakiejś… magicznej sieci na niebie". Następuje po tym fala pomruków, a połowa klasy potakuje ze zrozumieniem. Wyraz twarzy profesor Kael nie ulega zmianie. Co najwyżej słabe wygięcie jej ust staje się ostrzejsze. "Dobre pytanie, i ma pan rację, zmiennokształtni nie rzucają zaklęć w tradycyjnym sensie. Wasza magia jest związana w szpiku, wpisana w samą linię krwi. Jesteście ucieleśnieniem Splotu". Chłopak wypina pierś, jakby zrobiła mu komplement. "Jednakże nie jesteście od tego zwolnieni. Splot nadal wami rządzi. Każda przemiana, każdy rozbłysk nadludzkiej siły czy prędkości, to nić, za którą pociągacie. Jeśli posuniecie się za daleko, zbyt często, nawet wasza krew was zdradzi. A wtedy pożre was bestia". Czyli nawet zmiennokształtni mogą się wypalić. Splot naprawdę miał w głębokim poważaniu, jakiego gatunku jesteś; zawsze domagał się swojej działki.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Splot. – Akademik 709: Igranie ze smoczym ogniem | Czytaj powieści online na beletrystyka