– Moim? – zachichotała w odpowiedzi na jego pytanie, przesuwając namydlonymi dłońmi w górę jego stwardniałego trzonu.
– Jak najbardziej możesz nazywać go swoim. – Wciągnął dolną wargę między zęby, patrząc w dół na Amalię. – Cokolwiek zechcesz, możesz mieć. – Jego pięść oparła się o wyłożoną kafelkami ścianę, a oczy mocno się zacisnęły. – Amoré, to takie przyjemne czuć na sobie twoje dłonie.
– Lubi
















