Ramiona Ginevry zacisnęły się wokół drżących ramion Amalii. Kuliły się blisko siebie pod ciężkimi patchworkowymi kocami na łóżku Amalii, szukając ukojenia w ciemnym pokoju. Minęły dwie pełne udręki godziny, odkąd Amalia uciekła z biura wuja w kościele, a jednak ona wciąż płakała. Jej najlepsza przyjaciółka zawinęła ją na materacu w chwili, gdy tylko wpadła przez drzwi frontowe, trzymając ją mocno, podczas gdy ta płakała, dopóki jej gardło nie zaczęło piec.
Pomimo surowych rozkazów wuja, by zachować milczenie na temat tego układu, Amalia złamała zakaz. Nie potrafiła udźwignąć tego ciężaru sama. Pomiędzy urywanymi szlochami wyznała prawdę zmieniającą całe życie: została przehandlowana w zaaranżowanym małżeństwie przez mafię.
Nie godząc się na pozostawanie w niewiedzy na temat potwora, któremu została obiecana jej przyjaciółka, Ginevra oświadczyła, że poszukają informacji o nim w internecie. Sięgnęła do szafki nocnej, pociągając tablet na kolana i oświetlając poplamione łzami prześcieradła jasnym ekranem.
Amalia zadrżała przytulona do poduszek, przerażona. "Nie chcę tego robić. Jak mogli mi to zrobić? Jak moja rodzina mogła przehandlować moje życie i trzymać to w tajemnicy przez cały ten czas?" Ta świadomość gryzła ją do żywego. Jej prawa rodzina, ludzie, którzy prawili o zbawieniu i łasce, utrzymywali jej istnienie jako sekretną kartę przetargową przez ponad dwie dekady. Spędziła młodość, uczęszczając na msze, śpiewając w chórze i prasując obrusy ołtarzowe, wierząc, że jej czystość jest oddaniem Bogu. Zamiast tego był to mafijny nakaz, by utrzymać towar w nienaruszonym stanie.
Próbując rozładować duszącą atmosferę, Ginevra stuknęła w pasek wyszukiwania. "Wiem, że to brzmi szalenie, Amalio, ale my się przecież o to modliłyśmy. Myślisz, że to z powodu czwartkowego wieczoru? Kiedy zostałyśmy do późna w kościele, by modlić się o znalezienie prawdziwej miłości? Może ten gangster to przewrotna odpowiedź Boga na nasze modlitwy."
Amalia otarła mokre policzki, wątpiąc, by kryminalista kiedykolwiek mógł spełniać te wymagania. "Czy ty szczerze myślisz, że Bóg odpowiedziałby na moje modlitwy o prawdziwą miłość, dając mi gangstera za męża?"
"Może to miły gangster?" zapytała Ginevra, krzywiąc się. Obie wiedziały, jak absurdalne było to pytanie.
"Jestem całkiem pewna, że nie ma czegoś takiego" – wyszeptała Amalia. Patrzyła z zapartym tchem, podczas gdy jej serce waliło o żebra, gdy Ginevra wpisywała imię *Valerio Castiglione* w wyszukiwarkę.
Strona załadowała się w ułamku sekundy. Amalia zamarła na widok samego pierwszego obrazu, który wypełnił górę ekranu. Powietrze uciekło z jej płuc.
"O mój Boże" – wyszeptała w panice.
"Co to?" zapytała Ginevra.
"To on." Amalia wskazała drżącym palcem na ekran, rozpoznając mroczne, przenikliwe oczy. "To facet, który przyszedł dziś do sali chóru."
"Ten facet? Kiedy?"
"Zaraz po tym, jak wszystkie wyszłyście. Zaszedł na chwilę." Owinęła koc szczelniej wokół szyi, wpatrując się w przystojnego, przerażającego mężczyznę. "Mam za niego wyjść?"
W miarę jak Ginevra zagłębiała się w jego statystyki, rzeczywistość zaręczyn Amalii stawała się coraz mroczniejsza. "Jest stary" – wyszeptała Ginevra. Przebiegła wzrokiem po stronie, która analizowała jego tło jak korporacyjny profil. "Trzydzieści pięć lat. Amalio, jesteś zaręczona z mężczyzną o trzynaście lat starszym od ciebie."
Ginevra kliknęła w zakładkę ze zdjęciami i olbrzymia siatka fotografii wypełniła przeglądarkę. Wyniki wyszukiwania były usiane skandalicznymi zdjęciami. Na niemal każdym zdjęciu Valerio był otoczony niezliczonymi różnymi, skąpo ubranymi kobietami. Oplatały jego szerokie ramiona, ocierały się swoimi ciałami o jego bok w lożach VIP i uwieszały się na jego ramionach przed drogimi klubami.
Czując się zdradzona, Amalia wpatrywała się w tę paradę kobiet. "Czy chociaż dwie z tych dziewczyn to ta sama osoba?" zapytała z niedowierzaniem. "Moja rodzina sprzedała moją duszę, by uratować się przed wstydem, i zrobili to, wydając mnie za męską dziwkę?"
Ginevra stuknęła w link pod jedną z miniaturek. Ekran przekierował na notorycznie szokujące tabloidowe zdjęcie. Oczy Amalii rozszerzyły się. Na ziarnistym zdjęciu Valerio stał nagi. Zamazana cyfrowo kobieta znajdowała się tuż obok niego. Pomimo braku ubrania, Valerio celował z broni prosto w obiektyw aparatu, a jego wyraz twarzy był morderczy i niewzruszony.
Poprzez swój szok, obie dziewczyny wymieniły krótką, nerwową chwilę żartów.
Ginevra zacisnęła wargi, analizując ekran. "Jak ktoś może stać nagi obok kobiety i skupiać się na celowaniu z broni palnej? Jak u licha myślisz, gdzie nagi mężczyzna mógł schować tę broń, zanim ją wyciągnął?"
"Między jej cyckami?" zasugerowała Amalia. Ułożyła palce w kształt pistoletu, wsunęła gwałtownie dłoń między piersi Ginevry, po czym błyskawicznie ją wyciągnęła, szarpiąc kciukiem do tyłu jak spustem.
Ginevra wybuchnęła głośnym śmiechem na tę fizyczną demonstrację. "Nie! Między swoimi pośladkami?"
"Za nic w świecie" – zachichotała Amalia, choć jej głos wciąż drżał. "Widziałam, jak wychodził dziś z sali chóru. Jego tyłek był na to zdecydowanie zbyt krągły i jędrny."
Ginevra odwróciła głowę, unosząc brew. "Patrzyłaś na jego tyłek?"
"Jak mogłabym tego nie zrobić? Ginevro, on mnie obwąchał."
Ulotny humor zniknął. Oczy Ginevry rozszerzyły się. "Pokaż mi. Pokaż mi dokładnie, jak to zrobił."
Przerażająca rzeczywistość fizycznego spotkania powróciła z całą mocą. Amalia przysunęła się na łóżku. Chwyciła Ginevrę za ramiona, odwróciła głowę najlepszej przyjaciółki na bok i przeciągnęła nosem stanowczo po nagiej skórze szyi Ginevry. Przesunęła się aż do jej ucha i warknęła cicho, idealnie naśladując mroczny ton Valeria.
Ginevra wzdrygnęła się i odsunęła, wachlując się dłonią po twarzy. "Jak mogłaś się nie zsikać w majtki?"
"Prawie to zrobiłam" – wyznała Amalia.
"Czy on naprawdę powiedział, żebyś pozostała nietknięta?"
"Tak. Dokładnie tak powiedział." Amalia wskazała drżącym palcem z powrotem na ekran. "A jego twarz... wyraz jego twarzy był niebezpieczny. Lodowaty. Wyglądał dokładnie tak, jak na tym zdjęciu z pistoletem."
Ginevra przesunęła palcem z powrotem do głównej strony wyszukiwania. Kliknęła w kolejny artykuł ze zdjęciem Valeria wylegującego się w jacuzzi na pokładzie prywatnego jachtu, a trzy kobiety wiły się wokół niego w wodzie.
"Poważnie, Amalio" – mruknęła Ginevra, czytając podpis. "Musisz zażądać testu na choroby weneryczne, zanim w ogóle się do ciebie zbliży. Pamiętasz tę dziewczynę z college'u? Tę, której powiedziano, że nie będzie mogła mieć dzieci, bo złapała to okropne paskudztwo?"
"Tak" – powiedziała Amalia, przyciągając kolana do klatki piersiowej. "Tak mi było jej żal. Ona i jej mąż tak bardzo się starali, dopóki nie odkryła, że ją zdradzał i ją zakaził. Nie wiedziała, aż było za późno. Tak mocno się modliłam, żeby wyzdrowiała."
"Ja też." Ginevra oplotła dłońmi swój tablet.
Odeszły od tabloidów i zaczęły czytać poważne artykuły prasowe. Obraz Valeria Castiglione, jaki się z nich wyłaniał, mroził krew w żyłach i był przesiąknięty krwią. Został okrzyknięty "Bogatym Zabójcą". Internetowe raporty szczegółowo opisywały jawne powiązania mafijnego miliardera z twardymi narkotykami, nielegalną bronią i masowymi operacjami wymuszeń. Był głównym podejrzanym w wielu makabrycznych morderstwach, z których wszystkie rzekomo popełniono w imieniu ogromnego przestępczego imperium jego ojca. Jeden z artykułów sugerował, że był on jeszcze bardziej zabójczy niż sam patriarcha rodziny Castiglione.
Tabloidy podkreślały jego rażące lekceważenie prawa. Pojawiały się doniesienia o kobietach bijących się o niego na ulicach, drących sobie nawzajem ubrania i włosy tylko po to, by zwrócić na siebie jego uwagę choć na chwilę.
Amalia z trudem łapała oddech. Ciężar jego brutalnej, chaotycznej reputacji naciskał na jej płuca. "Nie mogę poślubić tego człowieka. Jego arogancja i pycha są nie z tego świata."
Ginevra przeczytała na głos szczegółowy artykuł profilowy. "Tu jest napisane, że on działa tak, jakby zasady społeczne go nie dotyczyły. To tak, jakby ten facet czerpał przyjemność z drwienia sobie ze wszystkiego, co dobre i przyzwoite na świecie. Założę się, że gdyby istniało prawo zabraniające bicia psów po pysku, zrobiłby z tego zawody sportowe tylko po to, by udowodnić, że ujdzie mu to na sucho." Pokręciła głową. "On naprawdę nie dba o nic."
"Nie obchodzi go absolutnie nic." Amalia potarła skronie, czując za oczami rodzący się potężny ból głowy. "On jest potworem."
Napięcie w małej sypialni sięgnęło zenitu, gdy Ginevra nagle przestała przewijać ekran. Zamarła na dewastującym, konkretnym detalu zagrzebanym w jednej z mafijnych historii.
"O nie" – wyszeptała Ginevra.
"Co takiego?"
Ginevra podniosła wzrok znad ekranu, jej twarz była blada w niebieskim świetle tabletu. "Tu jest napisane, że jego główny dom znajduje się w Nowym Jorku. Spędza tam ogromną większość swojego czasu, prowadząc rodzinne interesy."
Amalia odniosła wrażenie, że jej gardło natychmiast się zaciska. Ogarnęła ją kolejna fala czystej paniki. Zaczęła gwałtownie kręcić głową, odrzucając tę myśl, zanim zdążyła w pełni zakorzenić się w jej umyśle. "Nie. Nie, nie, nie."
"Amalio..."
"Ja nie chcę się przeprowadzać!" krzyknęła Amalia, a jej głos się załamał, gdy ogarnęła ją klaustrofobia. W panice wyliczała swoje powody, rozpaczliwie chwytając się resztek swojego dotychczasowego istnienia. Myślała o cichej księgarni, parafii, w której czuła się bezpiecznie, znajomych ulicach, po których spacerowała w każdą niedzielę. "Mam tu stałą pracę. Mam życie w Providence. Tu są moi przyjaciele. Ty tu jesteś. Nie mogę się wyprowadzić."
To był zupełnie nowy, miażdżący strach uwolniony w jej piersi. Tak bardzo skupiła się na przerażającej perspektywie samego mężczyzny, że nawet nie pomyślała o logistyce bycia mafijną narzeczoną. Zostałaby wyrwana ze swojego domu, ze swojego jedynego systemu wsparcia i wleczona do innego stanu, by żyć w rozległym, niebezpiecznym imperium, odizolowana od wszystkiego, co znała.
Amalia wpatrywała się bezradnie w świecący tablet, a jej oddech był płytki i nierówny. Przyciągnęła kolana mocno do klatki piersiowej, drżąc pod kocami i zastanawiając się, czy jej dzień może być jeszcze gorszy.
















