Nieświęte roszczenie Żmii

Nieświęte roszczenie Żmii

Autor: undefined

Wezwanie
Autor: undefined
29 lip 2026
Palce Ginevry wbiły się w ramiona Amalii, potrząsając nią z tak szaloną energią, że aż zadzwoniły jej zęby. "Razem wynajmujemy to mieszkanie, Amalio. Nie będzie mnie stać na czynsz bez ciebie. Obiecałyśmy sobie, że zrobimy to razem. Jeśli wyjedziesz, być może będę musiała spakować wszystkie swoje rzeczy i wrócić do rodziców." Łzy spłynęły po dolnych rzęsach Ginevry, wyżłabiając ślady w jej makijażu, gdy płakała nad przerażającą perspektywą utraty współlokatorki na rzecz zaaranżowanego małżeństwa przez mafię. "Nie chcę, żebyś się ode mnie wyprowadzała." Amalia puściła swoje drżące kolana i natychmiast zarzuciła ramiona na przyjaciółkę. Ścisnęła Ginevrę mocno, wtulając twarz w jej ramię, czując przerażenie przed byciem wyrwaną z jedynego bezpiecznego schronienia, jakie kiedykolwiek znała. Rhode Island było jej domem. "Kocham cię. Nie chcę nigdzie wyjeżdżać. Nie chcę wychodzić za mąż za tego człowieka." "Co my zrobimy?" zawodziła Ginevra w jej koszulę, a jej głos był tłumiony przez materiał. "Sprawdźmy jeszcze raz w internecie" – powiedziała Amalia, odsuwając się i ocierając własne wilgotne policzki. Kurczowo trzymając się gasnącej nadziei, chwyciła urządzenie. "Sprawdźmy, czy on posiada jakiś dom tutaj, w Rhode Island. Musi utrzymywać lokalną rezydencję dla swoich operacji. Nie mogę się od ciebie wyprowadzić. Musi być coś, co przeoczyłyśmy." Pochyliły się wspólnie nad świecącym ekranem tabletu, stykając się ramionami. Obie przyjaciółki przeszukiwały internet w poszukiwaniu jakiejkolwiek nieruchomości, aktu własności firmy lub dokumentów prawnych łączących Valeria z Providence. Wpisywały jego nazwisko w połączeniu z okolicznymi miastami, polując na pojedynczy ślad, ale poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu. Każda wzmianka o nieruchomości, każdy holding korporacyjny przywiązywał dziedzica mafii do jego nowojorskiego imperium. Napiętą ciszę sypialni zburzył dzwonek telefonu komórkowego Amalii, rozlegający się z szafki nocnej. Od tego ostrego dźwięku obie kobiety podskoczyły. Amalia wzdrygnęła się. Głębokie przeczucie wpadło do dołka jej żołądka niczym kamień. Nie sięgnęła po urządzenie. Pełna obaw wpatrywała się w podświetlony ekran. Nieznany, obcy numer migał surowymi, białymi cyframi. Pozwoliła mu wibrować na drewnianej powierzchni, pozwalając mu dzwonić w cichym pokoju. "Nie zamierzasz tego odebrać?" wyszeptała Ginevra, a jej zapłakana twarz była blada w przyćmionym świetle. Amalia pokręciła głową. Czuła, że jej gardło jest zbyt ściśnięte, by sformułować słowa. Telefon przestał dzwonić i wydała z siebie drżące westchnienie ulgi, by chwilę później zachłysnąć się powietrzem, gdy sekunda po sekundzie urządzenie zaświeciło się ponownie. "Myślę, że musisz to odebrać" – nagliła Ginevra, szturchając jej ramię. "A jeśli to on?" "Dowiedz się, czego chce." "Boję się." "Po prostu to zrób, Amalio." Sięgając drżącą ręką, Amalia przesunęła palcem po ekranie i uniosła telefon do ucha. "Halo?" zdołała wykrztusić pełnym wahania głosem. "Nie każ mi więcej czekać, amoré. Nie jestem cierpliwym człowiekiem." Ten szorstki, żądający głos posłał falę uderzeniową wzdłuż jej kręgosłupa. To był mroczny, ostry pomruk, który nakazywał natychmiastowe posłuszeństwo. "Przepraszam, proszę pana" – wyszeptała do słuchawki. "Valerio." Wymówił to imię jak fizyczny cios. "Masz nazywać mnie Valerio. Jesteś podekscytowana na myśl o sobocie?" "Powinnam być?" Amalia zerknęła na Ginevrę, która siedziała znieruchomiała na materacu, z otwartymi ustami w czystym niedowierzaniu. "Tak. Twoje życie wkrótce się zmieni, Amalio." "Lubię moje życie." Mocno zacisnęła wargi, by powstrzymać się od płaczu. Przypomniała sobie, że nie jest słaba. Była kobietą, która potrafiła znieść dwadzieścia brutalnych uderzeń ciężkiego skórzanego bicza wuja, nie wydając z siebie ani dźwięku. Miała wysoki próg bólu. Była silna. "Lubisz pracę w przyziemnym gabinecie dentystycznym dla człowieka, który donosi o każdym twoim ruchu twojemu paranoicznemu wujowi?" Valerio drwił z jej chronionego, ograniczonego życia z okrutnym rozbawieniem. "Zrobiłaś kiedykolwiek w swojej przeszłości jedną jedyną rzecz bez proszenia go o jego świętą aprobatę?" "Robię wiele rzeczy, które chcę robić." "Wymień trzy." "W zeszły weekend poszłam do kina, a on nie zaaprobował tego filmu. Ginevra i ja poszłyśmy kilka tygodni temu na letni festyn i zostałyśmy do późna. Zeszłego wieczoru wypiłyśmy całą butelkę wina do kolacji." Valerio wydał z siebie szorstkie mruknięcie. "Żenię się z patronką nudy. Wiem, że nigdy się nie pieprzyłaś, ale wymień trzech chłopców, których całowałaś." Zanim zdążyła przetworzyć jego wulgarny język, zadrwił z jej braku doświadczenia. "Tylko się droczę. Wiem, że nigdy nie całowałaś mężczyzny." Zderzając się zszokowanym spojrzeniem z Ginevrą, Amalia poczuła nagły przypływ buntu rozpalającego się w jej klatce piersiowej. Uniosła podbródek i wypaliła kłamstwo. "Owszem, całowałam." W słuchawce zapadła martwa cisza. Kiedy Valerio znów się odezwał, jego ton zmienił się z drwiącego na szorstki. "Kto? Kto ośmielił się położyć swoje usta na tym, co należy do mnie?" Sama zaborczość w jego żądaniu sprawiła, że puls jej podskoczył. Czerpiąc siłę z przeciwstawienia się trwającemu całe życie zniewoleniu, Amalia odmówiła ugięcia się przed pozbawionym twarzy przestępcą. "Może i jestem dziewicą, Valerio, ale to nie znaczy, że żaden mężczyzna nigdy nie okazał mi zainteresowania, ani że ja nigdy nie interesowałam się mężczyzną" – odparowała, a jej głos się ustabilizował. "Byłam nawet na randkach." "Z kim? Chcę poznać dokładne nazwiska natychmiast." "A czy ty dostarczysz mi wyczerpującą listę wszystkich kobiet, z którymi się spotykałeś?" odparowała, czując przypływ adrenaliny. "Chociaż, bazując na tym, co widziałam w internecie, na tej liście mogą znaleźć się również mężczyźni. Czy dostarczysz mi panel badań przesiewowych pod kątem chorób wenerycznych wraz z nazwiskami swoich byłych partnerek? Jeśli robimy notatki porównawcze, wszystkim, czym musiałabym się podzielić, jest zaledwie garstka chłopców, którzy mnie pocałowali." Wyobraziła sobie jego nagie zdjęcia z bronią, skandaliczne obrazy rozsiane po całej sieci. "Nie mam swoich przygód wystawionych na widok publiczny dla całej kuli ziemskiej." "Całowałaś więcej niż jednego mężczyznę?" zapytał cichym i niebezpiecznym głosem. "Wielu" – wyznała fałszywie, pozwalając, by ta fikcja budowała jej odwagę. "Nie mieszkam w domu ani w kampusie uniwersyteckim od prawie osiemnastu miesięcy. To, że mój wuj ma szpiegów w moim pracodawcy, moim dyrygencie chóru i ludziach z naszej surowej społeczności religijnej, nie znaczy, że nie wykradam od nich chwil wolności, by robić rzeczy, które chcę robić." "Na jakiego rodzaju randkach?" Te słowa przecisnął przez zaciśnięte zęby. Amalia ugryzła się w wewnętrzną stronę policzka, by stłumić nerwowy chichot z powodu jego wściekłości. "Byłam na randkach przy kolacji, na wyjściach do kina, spacerach po parku, randkach przy kawie. Poszłam nawet raz do miejsca, gdzie grano głośną muzykę, a my tańczyliśmy wolnego. Aż do dzisiaj nie wiedziałam, że jestem obiecana innemu. Skąd miałam wiedzieć, że nie muszę szukać życiowego partnera na własną rękę?" Wzięła oddech, pozwalając, by przebiła przez nią jej prawdziwa rozpacz. "Mimo to, mam nadzieję, że nie zjawisz się w sobotę i cały ten koszmar zniknie." "Będę w sobotę, Amalio" – ostrzegł. "Nie próbuj przeżyć całego życia w ciągu jednego tygodnia. Jeśli ośmielisz się pójść na kolejną randkę, dowiem się o tym i czeka cię kara fizyczna." Jej szczęka zacisnęła się z gorzkiej urazy. Odparowała ostro: "Byłam już wcześniej karana." Jej umysł przywołał ukryte, brutalne fizyczne blizny pokrywające jej plecy. Wypukłe, białe pręgi pozostawione przez bezlitosny bicz jej wuja służyły jako ponury dowód jej fizycznej wytrzymałości. Skóra pękała raz za razem, podczas gdy jej matka stała obok i patrzyła w milczeniu. Znosiła te bicia, odkąd była dzieckiem. Znała ból. "Czyżby? Nie wyobrażam sobie, by twój wujaszek ksiądz czy twoja święta matka byli tak okrutni, jak potrafię być ja" – zadrwił Valerio. "Czy ten twój dzisiejszy telefon ma jakiś cel?" warknęła Amalia z rozszerzonymi nozdrzami. "Oprócz grożenia mi, bym zachowała czystość, bo inaczej zostanę pobita przez zbira, który lubi być fotografowany w różnych stadiach rozebrania z większą liczbą kobiet, niż istnieje w całej mojej kongregacji?" "Jeszcze nie zostałaś uświadomiona, kim jestem, amoré." "Nie jestem twoją miłością. Odmawiam poślubienia ciebie. Nie chcę niczego z tych rzeczy. W tym tygodniu nie będę chodzić na żadne randki, Valerio, ponieważ mój ostatni tydzień spędzę poszcząc i modląc się do Boga, by ocalił mnie przed diabłem. Będę czytać Biblię dniami i nocami, szukając wyjścia z tego układu." Ścisnęła telefon mocniej, a jej knykcie zbielały. "Nie jesteś dobrym człowiekiem, Valerio Castiglione, a ja zasługuję na dobrego człowieka. Wierzę w głębi serca, że tego właśnie chce dla mnie Bóg." W słuchawce rozległ się złowieszczy chichot, wywołując zimną gęsią skórkę na całym jej ciele. Z łatwością zbył jej pobożną wiarę, oświadczając: "W jednym masz rację. Nie jestem dobrym człowiekiem. Ale to, czego chce Bóg, nie ma znaczenia. Jesteś moja. Nawet gdyby Bóg zstąpił prosto z nieba i stanął przy ołtarzu, nie zdołałby wyrwać tego, co prawnie do mnie należy, z mojego żelaznego uścisku." Ledwo oddychając, czuła, jak bluźniercza pewność w jego tonie mrozi ją do szpiku kości. Wyszeptała do słuchawki: "Jesteś żmiją." Valerio ochoczo się zgodził, stwierdzając: "Masz rację. Jestem. Żmiją, jeśli tak wolisz." Serce Amalii waliło o żebra, a jego szybkie uderzenia przyprawiały ją o ból w klatce piersiowej. Pożałowała swojego zuchwałego buntu, gdy jego przerażające słowa pożegnania o mało nie przyprawiły jej o omdlenie. "W sobotę w nocy, kiedy oficjalnie rozpoczniemy nasz miesiąc miodowy, przekonasz się, jak wielkim dzikim zwierzęciem jestem" – zasugerował, a jego głos pozbawiony był jakiegokolwiek ciepła. "Jeśli w tym tygodniu miałabyś się o cokolwiek modlić, módl się o siłę i wytrzymałość, bo będą ci potrzebne."

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Wezwanie – Nieświęte roszczenie Żmii | Czytaj powieści online na beletrystyka