Serio? Na litość boską, serio?!
– To parzy! – krzyknęłam, wciąż trzymając się za twarz. Chciałam płakać, co było czymś nowym i niespodziewanym. Znosiłam o wiele bardziej intensywny ból i nigdy gardło mi się nie zaciskało, ale teraz paliła mnie klatka piersiowa, paliło mnie gardło i oczy, a nie była to nawet wina kawy.
To był Archer, który panikował wokół mnie.
– Chryste, Seraphino – wymamrotał, a
















