Archer podniósł mnie, jakbym nic nie ważyła, przerzucił sobie przez ramię i pomaszerował do domu.
– Przecież umiem chodzić! – mruknęłam, szamocząc się, mimo że ta moja dziwkarska część uważała za niezwykle pociągające to, jak niósł mnie bez najmniejszego wysiłku.
– Aha – powiedział Archer, dając mi klapsa w tyłek.
Zastygłam z szeroko otwartymi oczami. On… on właśnie dał mi klapsa. To… to mi się sp
















