– Szlag – zakląłem, podbiegając do Viviane, nie wiedząc, co począć. – Nic ci nie jest?
Machnęła wolną ręką, wciąż trzymając się za nos, i powiedziała: – Och, nie. Nic mi nie jest. To tylko trochę... To nic poważnego.
Krwawiła, krew spływała po jej dłoni i plamiła suknię, więc byłem pewien, że to jednak coś poważnego.
– Chodź, opatrzymy to – powiedziałem łagodnie, chwytając ją za ramię. Ale gdy
















