ARCHER
To było doprawdy śmieszne, jak bardzo stałem się żałosny.
Seraphina poruszyła biodrami – zaledwie drgnęła – i mój kutas znowu był twardy jak głaz. Nie żeby wcześniej był naprawdę miękki, opadł tylko trochę.
Jęknąłem cicho przy tym najdrobniejszym otarciu, mocniej zaciskając na niej dłonie.
– Znowu jesteś twardy – mruknęła z delikatnym uśmiechem.
Ten uśmiech... Boże, ten cholerny uśmiech.
















